na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
Tak, jestem uzależniona.
Ostatnio rzadziej zaglądam do komputera, bo wakacje i poza tym jakoś tak samo się zrobiło. Zauważyłam jednak, że dzięki temu mam zdecydowanie więcej czasu. Tak, jestem uzależniona. Zdaję sobie sprawę z tego faktu. Jak nie zaglądam to jest OK, ale wystarczy na chwilkę przysłowiową i kończy się jak zwykle, późną nocą. Nie inaczej jest dzisiaj.
A dzisiaj zasiadłam jakby z musu trochę, bo po pierwsze Allegro, po drugie bank, po trzecie telefony komórkowe, po czwarte kapsle z konkursu i ...to już chyba wszystko. Ale przecież jak już zajrzę to nie mogę nie zajrzeć do N-K, a potem jeszcze wiadomości, plotki, ciekawostki, pocztę trzeba odebrać i oczywiście sprawdzić co u znajomych z Bloxa. A to wszystko razem do kupy trwa i trwa.

Zdrowotnie...
Postanowiłam tak na wszelki wypadek sprawdzic tę diagnozę. Może abrazja nie jest taka konieczna. Niech się wypowie inny specjalista. Dam mu pole do popisu :-)

Anonimka-matka
Nie wiem czy jestem dobra matką. Powiem więcej, wiem, że nie jestem matką idealna, bo nie ma takich, po prostu :-)
To mój błąd, że wracam z pracy i biorę się za obiad podczas gdy mój 18-letni syn i 11-letnia córka mają wakacje i całkiem spokojnie mogliby cos przygotować. Wiem.
To mój błąd, że u Młodego w pokoju wygląda jak wygląda i że szlag jasny mnie trafia gdy tam wpadam, bo nie jestem konsekwentna; obiecuję sobie, że palcem nie kiwnę i co... kiwam i to dwa razy szybciej niż trzeba.
Potem oczywiście gadam, odgrażam się i mam wrażenie, że nikt mnie nie słucha, że nie ma to efektu, nie robi na nich wrażenia.
Obiecałam sobie, że póki wakacje to potraktuję ich ulgowo, niech mają, ale niech no tylko zacznie się rok szkolny...
czwartek, 27 sierpnia 2009
Zdrowotnie...

/ten kawalek wykasowalam, na co komu moje szczegoly zdrowotne ;-)/

Qrcze blade, znowu kłopot...
Nie miała baba kłopotu i objawów to se wymyśliła pójście do dowcipnego doktora.

Zastanawiam się czy nie iść jeszcze do innego lekarza, ale co innego może mi powiedzieć? Diagnoza jak pestka.

Domowo...
jest ok.
wtorek, 25 sierpnia 2009
Odliczanie do końca wakacji trwa.

Za rok o tej porze, jeżeli wszystko pójdzie OK, będę się taplać w Adriatyku.

Oby!
niedziela, 23 sierpnia 2009
Tak, jestem mamą dorosłego syna.
!!!
Przecież nie tak znowu dawno obchodziłam swoją osiemnastkę, jak to więc możliwe?


Impreza, impreza i po imprezie. Prezenty się podobały, a to najważniejsze. Dzisiaj kolejne posiedzenie rodzinne, bo mamy jeszcze jednego solenizanta, bardziej wiekowego, do obskoczenia, więc za chwilkę jedziemy na niezobowiązującą kawkę i ciastko.

Z żalem myślę o tym, że te wakacje niestety się kończą.Pracowity rok szkolny przed nami. Matura Młodego i moja obrona magisterki. Tak, nie chciało się uczyć wcześniej to trzeba teraz... Powinnam zabrać się do pracy, bo na październik pani promotor zażyczyła sobie co nieco, ale jakoś nie bardzo mi się chce, zresztą już sobie zapowiedziałam, że wakacje sa od odpoczywania, a do roboty wezmę się pod koniec września, albo nawet w październiku, bo wiem że najlepiej mi robi presja czasu :-)

Póki co cieszmy się latem!
czwartek, 20 sierpnia 2009
...nie mogę nie zapisać że - Mała zaczęła w końcu jeździć samodzielnie i przede wszystkim CHĘTNIE na rowerze!
No to jes! jes! jes! W końcu moje dzieci usiadły na rowery. Późno, bo późno, ale efekt w końcu jest :-)

Jutro mamy oboje z SZM wolne, zaliczymy zakupowe szaleństwo, a potem może sprzatańsko chałupy, wycieczkę rowerową i przygotowania do imprezy. W sobotę świętujemy osiemnastkę!
wtorek, 18 sierpnia 2009
Po ostatniej imprezie Młodego napadnięto, jak się wywiedziałam. Zabrali mu 15 złotych, karty bankomatowej nie zauważyli, telefonu chyba nie chcieli, generalnie potem się okazało, że to jakieś znajome twarze, ale kuksańce w brzuch zaliczył. I oczywiście mi o tym nie powiedział. Bo miał wracać z ekipą, a wracał sam, więc aż się prosił o jakąś przygodę.
Znowu wystawiła go dziewczyna/koleżanka do wiatru. Może coś z nim jest nie tak. Zasadza się na koleżanki z fotek, czatów i generalnie z daleka, pisze, sms-uje, dzwoni, potem marudził, że chce tam jechać. Dziś pojechał, a ona go zbyła. Szkoda mi go, ale za każdym razem mu mówię żeby rozejrzał się wokół siebie, w pobliżu, niech szuka towarzystwa w pobliżu. Bo taka netowa może być fajna w gadce, ale na przykład się okaże, że nieciekawie pachnie, albo, że ma brzydkie dłonie, i co wtedy?
W sobotę imprezka rodzinna z okazji dojrzałych urodzin Młodego, a w domu trwają dyskusje nad imprezą dla rówieśników. Przeraża mnie to i przerasta. Bo to powinno być w jakimś klubie, a nie w domu i takie tam inne duperele.

Dzisiaj jadąc w autobusie zauważyłam pożółkłe liście kasztanowców. Ja wiem, że ona są chore, ale są jesiennie żółte oprócz tego. Lato odchodzi...
...a mnie jest szkoda lata...
środa, 05 sierpnia 2009
Takie mam myślenie.
Nic nie poradzę.
Niby jestem optymistką i pewnie ktoś z zewnątrz nie wpadłby na to, że ja widzę wkoło wszelkie możliwości nieszczęść i wypadków. Nawet nie wiem czy wszelkie. Analizując mogę powiedziec, że wszelkie moje obawy dotyczą utraty życia. I tak na przykład:
Jedziemy z SZM samochodem, dosyć szybko albo i niekoniecznie szybko. Obojętna w zasadzie ta prędkość.
W głowie dzwoni myśl - a jakbysmy tak zginęli to dzieci same w domu...
Jadę autem sama. Prosta droga. Z naprzeciwka, wiadomo, jadą inne auta.
W głowie - a gdyby ten z przewciwka zjechał, bo zasłabnie, bo pijany, bo nie wiem co jeszcze, to przeciez mnie zabije...
Mała długo nie wraca z podwórka.
W głowie - czy to był ostatni raz kiedy ją widziałam... Nawet nie pamiętam jak była ubrana...
Młody pojechał na weekend. Opracowuję dla niego prezent w postaci foto-książki z ważniejszych zdjęć z całego okresu jego 18-letniego życia.
W głowie - ja mu tu prezent, a przecież nie wiem co tam się dzieje, czy on w ogóle żyje...
Wiele bym tak jeszcze mogła.
Zadziwiające jest to, że nie przekłada się to na czarnowidztwo w codziennym zyciu. Wręcz przeciwnie - na ogół wychodzę z założenia, że musi być dobrze :-)


wtorek, 04 sierpnia 2009
A jednak się porobiło. Tyle w kwestii snu, o którym pisałam jakiś czas temu. Nie chcę wchodzić w szczegóły, pokrochmaliło się troszkę, ale w w sferze, która póki co mnie aż tak nie dotyczy. Owszem, bije i we mnie, ale jakoś nie przeżywam, nie denerwuję się, biorę na przeczekanie. Mam świadomość tego, że konsekwencje nie muszą być dla mnie miłe, ale wszystko da się przeżyć. Tu akurat mam wrażenie, że musi być dobrze. Nie ma innej opcji.

Jeszcze miesiąc wakacji...
Aż miesiąc i tylko miesiąc.

Jutro idziemy do kina, Środa z Orange :-) Na jakąś komedię romantyczną. Młody na imprezę więc chyba trzeba będzie sprzedać Małą do dziadków, żeby sama nie siedziała. Sama nie wiem.
sobota, 01 sierpnia 2009
Młody
Rano dał znac, że dotarli, że na polu namiotowym, że blisko do zamku i tyle. Przez calutki dzień ani pół sms-sa nie przysłał.
Taaak, wiem, nie ma czasu, tyle się dzieje, kto by tam myslał o tym, że rodzice się niepokoją.
...ale może... komórka padła, komórkę ukradli, napadli, pobili, cokolwiek innego złego?
A kysz złe mysli!
Dobrze się chłopak bawi i tyle!

Mała
...w dalszym ciągu u matencji. I zapowiada, że nie wróci tak szybko. Jak jej tam tak dobrze, a nie przeszkadza to niech siedzi, co mi tam. Jutro jedziemy w odwiedziny, to znaczy na obiad :-)
Młody ma wracać po poludniu, albo wieczorem, sama nie wiem. Nic nie wiem. Sama siebie podziwiam, że go puściliśmy.

Dzisiaj

Bylismy wybrać prezent na 18 urodziny Młodego. Wymysliłam już jakiś czas temu, że ma to być zegarek. Porządny, elegancki, firmowy, tzn. dobrej marki, taki, który posłuży mu długie lata. Dokonalismy wyboru korzystając z okazji  rabatu na wybrane modele. Mam tylko nadzieję, że model  przez nas wybrany spodoba się tez Mlodemu, a nie tylko nam :-)
Kiedyś myslelismy o kursie prawa jazdy, ale o ile pamiętam to akurat obiecał mu dziadek :-))) Jeżeli sprawa będzie nieaktualna to trudno. Co się odwlecze to nie uciecze.

18 lat w jedno popoludnie...

Całe popoludnie przeglądalismy zdjęcia. Przejrzeliśmy całe nasze wspólne życie. Wyszukiwałam fotki do skanowania, bo chcę zrobić, zamówić dla Mlodego fotoksiążkę na urodziny. I w ten to sposób przeleciało nam przez ręce 18 lat wspolnego życia.
Z jakim sentymentem patrzę na te zdjęcia... Pamiętam emocje, ktore wtedy czułam... dokładnie wszystko pamiętam... Wierzyć nie mogę że to minęło juz tyle lat... Widzę jak bardzo się zmieniłam. Nie idzie mi tu i fizyczność, ale o psyche. Jestem w stanie sama ocenić i mogę to powiedzieć: teraz jestem świadomą dojrzałą kobietą.

I do dziś żałuję, że nie sfotografowalam sobie stópek swoich dzieci. ubóstwiałam patrzec na maleńkie stopy moich dzieci. I do dziś żałuję, że ich nie dokumentowałam :-)
Oswieciło mnie przy Małej, a może nie oświeciło tylko zdjęcia zrobiły się bardziej dostępne, bo cyfrowe...?

Wakacje
Wiemy, że chcemy za rok do Chorwacji. Wiemy to oboje. Jednak przede mną kolejna przeprawa - trzeba urobić SZM, żeby chciał jechać dalej na południe. Jemu tak się spodobało tam, gdzie bylismy czyli w Środkowej Dalmacji, że najchętniej pojechałby w to samo miejsce razy kilka jeszcze. I co jakiś czas serwuje mi perełki newsowe, które mają za zadanie zniechęcic mnie do poludnia; bo drożej, bo upały większe, bo tłumy większe, itp. Wiele jeszcze dyskusji przede mną... Oj, wiele! :-)))
Nierówni jesteśmy w roli rodziców, oj nierówni! Albo zakazujemy wszystkiego, albo puszczamy na dwa dni i nie wiemy z kim. A teraz będę się martwić czy dobrze zrobiłam i wymyślać czarne scenariusze. Taka już jestem :-(
Do tego cały czas mam w pamięci ten okropny sen...

a okres już mam.
Więc niby jest gites.
Ale czy na pewno?