na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
sobota, 14 sierpnia 2010
Wierzyć mi się nie chce, że już mam tyle rzeczy zrobionych, spakowanych...
Zostało - zaopatrzenie z lodówki w torbolodówki wepchnąć, dopakować kosmetyki z łazienki (bo przecież wciąż są w użyciu), przygotować prowiant na drogę, zaparzyć kawę i ... upchnąć tę stertę do naszego bagażnika. Bogu dzięki - bagażnik mamy spory :-)
Nadprogramowo stanę jeszcze przy desce do prasowania i poprasuję to, co dzisiaj wyprałam, żeby po powrocie mieć czyste konto z praniem i prasowaniem.
I jeszcze muszę pouprawiać trochę i użyźnić swoje ciałko :-) Depilator, farba na włosy, lakier na pazurki i takie tam inne.
Jestem pod wrażeniem samej siebie że wyjazd dopiero jutro wieczorkiem, a ja nie biegam z szaleństwem w oku.

Matencja na pożegnanie tradycyjnie popłakała się, bo smutno jej będzie bez nas. To taki pożegnalny akcent, żeby nam się dobrze odpoczywało. Tak, wiem, przesadzam, nie robi tego specjalnie, ale męczy mnie to, bardzo. Bo mam wyrzuty sumienia, że jadę a ona tu sama, niby z ojcem, ale właściwie sama.
Koniec tematu.

Sms-y uruchomione. Jak mi będzie błogo i cudnie - podzielę się tym z Wami :-) Zakładam, że innych to znaczy złych uczuć nie będzie i tej wersji będę starała się trzymać.

Może jutro jeszcze coś skrobnę. A gdyby nie to do miłego!

proba mikrofonu czyli Anonimka pisze sms-em
czwartek, 12 sierpnia 2010
Potrzebuję tego urlopu. Bardzo.
Najbardziej od matencji i jej telefonów.
wtorek, 10 sierpnia 2010
Jak się napatrzę i naczytam o tych powodziach, tragediach i nieszczęściu to normalnie wyrzuty sumienia mam,. Ludzie tracą dobytek całego życia, zostają w jednej koszulinie, a ja po prostu jadę na wakacje... Wiem, wiem, przesadzam i w ogóle, ale qrde cos jest chyba na rzeczy że takie myśli mi po głowie chodzą.

Trzecie podejście Młodego do prawa jazdy zaliczone. Niestety wynik negatywny. :-(


poniedziałek, 09 sierpnia 2010
porządki
Jak się zawzięłam w piątek to skończyłam w sobotę odstawiwszy w mieszkaniu porządki takie jak zazwyczaj robi się na Święta, zwłaszcza Święta Bożego Narodzenia.
Zajrzałam w każdy kątek, zakamarek i szufladę :-)
W międzyczasie SZM wyprasował wszystko, co było do prasowania i tak to wspólnymi siłami odgruzowaliśmy mieszkanie :-)

Pakowanie już w toku :-)
Obiecałam sobie, że w tym roku nie będę niczego zostawiać na ostatnią chwilę, tak jak to zazwyczaj czynię :-)
W tym roku będę miała zapas czasu i pojadę wyspana, z jasno i trzeźwomyślącą głową.
piątek, 06 sierpnia 2010
alez burza u nas była. Ło matko!
Lało z nieba jak nie wiem co.
w związku z tym zaraz po pracy zabrałam się za okno u Małej w pokoju :-)))
Tak. Dzisiaj odgruzowuję mieszkanie. Muszę uporządkować przestrzeń wokół siebie.
Póki co bałagan jest jak cholera, ale tak bywa gdy robi się porządki. Pokój Małej już na finiszu. SZM obiecał poprasować. Wczoraj wyprasował caluteńką stertę koszul. Kochany jest :-)
A do wyjazdu coraz bliżej...


czwartek, 05 sierpnia 2010
Muszę koniecznie coś z tym zrobić. A często się to zdarza. Stanowczo zbyt często.
Wracam z pracy po 15.00. Zakręcam się po chałupce, ogarniam,żeby wszystko było jak trzeba i jak należy, w kuchni pomajstruję coś koło obiadu, tak żeby był gotowy w okolicach 16.30, kiedy wraca SZM. Zjem i czuję jak powieki robią mi się coraz cięższe, a ciało odmawia posłuszeństwa. Tylko na chwilkę, na momencik, na jednym boczku na minutę zamykam oczy...
Kochana rodzina nie budzi zmęczonej mamy, bo i po co? Więc budzę się zazwyczaj przed 20. Albo i później. Wstaję sobie rześko i energicznie, oczy mam jak gwiazdy, jestem gotowa do działania i nie ma siły, żebym poszła do łóżka jak każdy cywilizowany człowiek przed 23.00.
A rano... rano dramat, bo budzik dzwoni po 6. Wstaję półprzytomna i ... właściwie można zacząć czytać początek od słów Wracam z pracy.

Zaliczyliśmy dzisiaj kino - Incepcja. Recenzji pisać nie będę :-) Film owszem fajny, masa efektów, fabuła nawet OK, ale były momenty że wiało nudą, przeciąganiem akcji. Drugi raz bym nie poszła. Raz wystarczy.

Chałupka mi się zapuściła i to dosyć mocno, a czasu brakuje mi wciąż. Może jutro odgruzuję to nasze mieszkanie. Staram się, ale jakoś nie daję rady, czuję się jak mucha w smole.

Jestem już zmęczona czekaniem na nasze wakacje... Trzyma mnie tylko świadomość, że wkrótce będę mogła  pić kawkę na tarasie z widokiem na ... :-)
poniedziałek, 02 sierpnia 2010
Znowu ciepło i upalnie.
Mała stopniowo opowiada i z jej opowieści wyłania się obraz pozytywny, co raczej mnie uspokaja, ale muszę z niej wyciągać informacje. Podpytywać.

Martwi mnie matencja, która powoli konfliktuje się z otoczeniem.
No ja nie wiem czy to otoczenie stało się złośliwe, czy matencja postępuje w myśl zasady mam swoje lata i mogę robić co mi się podoba. Zapewne przesadzam, ale sama już nie wiem co myśleć.
Jeszcze trochę i sfiksuję, bo na przykład wczoraj mieliśmy taką fajną leniwą niedzielę tylko mnie gdzieś tam gryzł robak, że ona pewnie siedzi sama i może by tam pojechać w odwiedziny.
Nikt oczywiście nie chce jechać, żeby nie słuchać kolejnych opowieści na temat jej konfliktów w tatencjuszem, albo jaki to on ten tatencjusz jest zły i jak ją okropnie traktuje. Więc nawet tematu nie zaczynałam, a nie zdecydowałam się na masochizm i odwiedziny w pojedynkę.
Wiem, zawsze powtarzam, że on, tatencjusz,  ma swoje za uszami, i jest tego sporo, ale jak widzę jej zachowanie to nóż w kieszeni mi się otwiera, a jemu bym czasami dała medal za cierpliwość. Ona oczywiście nie da sobie nic powiedziec, uważa że rację ma ona, bo to ona jest pokrzywdzona i tak dalej i tak dalej.
Żadna rozmowa w grę nie wchodzi, bo kończy się obrazą, łzami i wyrzutami. A ja z tego powodu mam schizę. Wieczną schizę.
I  sama siebie muszę w duchu ustawiać, że najważniejsza jest najpierw moja rodzina, i nasz spokój a potem oni - rodzice, bo chyba taka gradacja jest właściwa, a może nie?