na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
piątek, 30 sierpnia 2013
Uff, koniec tygodnia. Nareszcie. Miałam dzisiaj w pracy taki power, że zajączek od baterii z reklamy to wysiada. A teraz jak przyszłam do domu to mam wrażenie, że uszło ze mnie powietrze, czuję się jak przekłuty balon. Za chwilę zbiorę się w sobie, bo jesteśmy umówieni i spodziewamy się dzisiaj gości, więc coś w tym kierunku poczynić muszę.

Dumna jestem z Małej.
Sympatia Małej mieszka w MieścieWojewódzkim i nie jestem zbyt szczęśliwa kiedy Mała tam jedzie, bo nie jest to blisko. Jazda z przesiadką. Była tam chyba 2 razy. Może 3.
Dzisiaj rano Mała zadzwoniła do mnie do pracy i zapytała czy jak odstawimy naszego gościa na dworzec to czy będzie mogła sobie pojechać do Sympatii i wrócić ok. 17-18.00. Sympatia do NaszejSypialniMiejskiej nie przyjedzie, bo krucho u niego z kasiorką i nie ma na bilet, a Mała ma zdecydowane ulgi w środkach komunikacji miejskiej, bo jeździ za friko. Zdarza się, sprawy finansowe, rozumiem.
Powiedziałam jednak szczerze i otwarcie, że nie jestem zachwycona tym pomysłem, bo po pierwsze - nie wiem czy w ogóle któreś z rodziców będzie w domu (nadopiekuńcza kwoka ze mnie, co?), po drugie - nie jestem zachwycona tym, że ma się sama smykać taki kawał drogi, a po trzecie - kto jak kto, ale SZM, tata znaczy się, zachwycony nie będzie na pewno. Po namyśle powiedziałam, że jak już musi to niech jedzie, ale ma być w domu zanim z pracy wróci SZM i raz jeszcze dodałam, że ten pomysł mnie nie zachwyca.
Podjechałam pod dom, żeby zabrać naszego gościa i Małą na dworzec. I Mała mi powiedziała, że doszła do wniosku, że skoro tak to ona jednak sprawę przemyślała i nie jedzie do Sympatii. Bo źle by się czuła mając świadomość, że nam się to nie podoba.
Czy to nie miód na rodzicielskie serce?

czwartek, 29 sierpnia 2013
Wychodzi na to, że jutro ostatni dzień wakacji. Wierzyć mi się nie chce, że tak to szybko minęło. Im jestem starsza tym czas szybciej mknie...

Jutro nasz młodzieńczy nadkomplet wraca do domu. Fajny chłopak, mam nadzieję, że dobrze się u nas czuł i będzie chciał kiedyś jeszcze przyjechać. Młodzi (w tym również nasz Młody) dogadują się dobrze, a nam on nie przeszkadza wcale, a wcale. Niestety koniec wakacji mocno ograniczył mu termin.

Młody podobno ma zatwierdzoną ankietę. Nie mam siły dopytywać o postępy w pracy.

Dietowo od poniedziałku walczę sama ze sobą i mam silną motywację. Nie może tak być, że jest mnie wciąż więcej i więcej, a apetyt rośnie mi wciąż. Sama osobiście zapracowuję sobie na te przybywające kilogramy i szlag jasny mnie trafia na samą myśl ile teraz ważę i jakie mam gabaryty. Zresztą zawsze powtarzam, że mogłabym ważyć nawet 100kg bylebym się mieściła do rozmiaru 40 :-)
Czwarty dzień dietowania. Niby nic, ale biorąc pod uwagę jak bardzo udzielałam się w kuchni (ciasto drożdżowe ze śliwkami i z posypką, ciasto bezowe, serowe knedle ze śliwkami itp.) to przyznam szczerze sama siebie podziwiam, że nie rzucałam się na to jedzenie. Im bardziej dietuję tym bardziej wymyślam, bo jak się tak nagotuję, napiekę to mi lepiej, bo nasycam się samym robieniem pyszności :-)
A w sobotę idziemy w gości, bo czeka nas impreza rodzinna i pewnie będą pyszności. Będę trenować moją słabą silną wolę. Przyjęłam metodę drobnych kroczków stosowaną powszechnie chyba w AA - byle przeżyć ten jeden dzisiejszy dzień. Bez słodyczy, chleba, węglowodanów i podjadania w szerokim tego słowa znaczeniu.

Od poniedziałku obowiązek szkolny Małej, a o moich studiach podyplomowych póki co nie myślę. 



wtorek, 27 sierpnia 2013
Wczoraj zafundowałam sobie kolejny wieczór filmowy - Miłość z Dorocińskim. I przyznam szczerze - męczyłam się okrutnie. Może to nie był dla mnie dobry dzień, a może ja nie jestem odpowiednim targetem dla twórców. Faktem jest, że wytrwałam do końca, ale ile męki mnie to kosztowało tylko ja wiem. Brak podkładu muzycznego męczył bardzo. Główna bohaterka też mnie drażniła. A zwłaszcza jej sposób mówienia. No trudno, nie podobało mi się. Pewnie zbyt prostym stworzeniem jestem i nie dopatrzyłam się tego czegoś, czego powinnam była się dopatrzeć.
Kilka dni wcześniej próbowałam zobaczyć Różę, ale to chyba też nie był dla mnie dobry dzień do oglądania takiego surowego zła. Męczyło mnie takie toporne kino.
Kiepski ze mnie kinomaniak :-)

Przypadkiem wpadłam na taką stronkę, gdzie coś napisano na temat mojej przypadłości. Wczytałam się, a nawet nieco zasłuchałam, bo lubię wizualizacje. Wrzucam sobie tego bloga w zakładki, może się jeszcze kiedyś zaczytam :-)




poniedziałek, 26 sierpnia 2013
Mała z wakacyjnych wywczasów już odebrana. Mamy aktualnie w domu nadkomplet mieszkańców, bo przywieźliśmy jednego młodzieńca celem rewanżu i zapewnienia mu odrobiny atrakcji. Chłopak jest bardzo fajny, rozsądny, mądry, otwarty.
Mam jednak poważny problem, dylemat. Co robić kiedy on narzeka na swojego rodzica, a w ja w głębi duszy przyznaję mu rację, i to świętą rację? Ile dyplomacji i prawie że kunsztu negocjatora kosztują mnie rozmowy z nim na temat ojca tylko ja wiem...
środa, 21 sierpnia 2013
Ostatnio nadrabiam zaległości filmowe. Oglądam i oglądam...
Dzisiaj:
Pokłosie. Trudny, ciężki, straszny, momentami przydługi, ale dobrze zagrany. Teraz już wiem o co była ta wielka burza medialna.
Sęp. Niby kryminał, niby sensacja, a jednak trudny temat i dylemat moralny. Gra aktorska nie powala na kolana. Dialogi momentami drętwe, jakoś tak sztucznie zagrane. No i nie lubię Daniela O., który zawsze gra tak samo. Siebie.
Chciałam obejrzeć Oszukane, ale za darmo bez jakichś sms-ów i rejestracji. Niestety nie znalazłam.
Jeszcze poczekam...
poniedziałek, 19 sierpnia 2013
Pracowo
Pierwszy pourlopowy dzień pracowy zaliczony.
Przedprzesiadkowego zespołu skład ulegnie nieco zmianie. Cóż, każdy ma swoje plany życiowe i jak ma szansę na zmianę na lepsze to dlaczego by z niej nie skorzystać, rozumiem to. Ale z drugiej strony żal, bo wiem, że zawodowe życie się liczy, ale preferencje towarzyskie też są ważne.
Niby jesteśmy zżyci, lubimy się mniej lub bardziej, pomagamy sobie, jesteśmy zgrani, jeden na drugiego może liczyć, ale nie da się ukryć, że łączy nas tylko i wyłącznie środowisko pracy, bo na gruncie prywatnym ta znajomość raczej nie przetrwa, z tej prostej przyczyny, że się na niego nie przeniosła. To wiem na pewno. To znaczy może i przetrwa, ale zdecydowanie osłabnie.
Poprzesiadkowy zespół nie wywołuje we mnie tyle emocji. Pozytywnych emocji. Bo jakoś mam do nich stosunek zdecydowanie letni i sama siebie muszę dyscyplinować, żeby się stapiać z tym nowym dla mnie środowiskiem. Widzę jak wielka jest różnica w relacjach tam i tu. Ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem i rozdzierać szat, do przodu trzeba iść.
Wczorajszy wieczór oczywiście jak przystało na Anonimkę (bo akurat jak nie powinnam to ja zazwyczaj siedzę do późna w nocy) wydłużył mi się przed ekranem kompa nieprzyzwoicie i zamiast iść spać z kurami żeby być w pierwszym dniu pracy gotową do boju, wyspaną przede wszystkim to nie przyznam się nawet do której godziny przesiedziałam tu przy kompusiu.
Młody
mnie martwi i podskórnie czekam na jakiś zapłon, wybuch, na jakiegoś newsa w stylu zawaliłem, skłamałem. No nie wiem takie mam jakieś niejasne uczucie.
Na dzień dzisiejszy w temacie pracy licencjackiej moje dziecko wciąz nie ma zatwierdzonego narzędzia badawczego w postaci ankiety. I jakoś go to nie wzrusza specjalnie. On ma na wszystko czas. Spoko luzik, on ze wszystkim zdąży. Powinien obronić się do 10 września, żeby bez komplikacji brać udział w rekrutacji na studia mgr. No, nie mogę, bo mnie szlag jasny trafia jak myślę w ten deseń.
Zasadą jest, że kiedy Młody jest jakoś podejrzanie aktywny w domu, rzuca się do pomocy, sam z siebie cokolwiek więcej niż zazwyczaj, zagaduje takim specjalnym tonem to ja już wiem po prostu na bank, że coś jest na rzeczy. Szykuje mu się jakieś wyjście, większe wyjście, impreza albo po prostu podpadówka.
Mała
nadal wczasuje. Widac ma się dobrze, bo znaku życia nie daje, chyba że coś potrzebuje i nie o pieniądze tu chodzi :-)
rodzinnie
z rodzeństwem moim zdecydowanie ostatnio rozeszły nam się dróżki. I nie mam ochoty zabiegać o to, by wszystko było jak dawniej. Powinno zależeć obu stronom, a tak nie jest. Zawzięłam się i przestałam się starać. Doczekałam się telefonu z zapytaniem co słychać. Wszystko fajnie i miło tylko jak przyszlo co do czego to nie padlo słówko z cyklu zapraszamy, zajrzyjcie. Padło coś w stylu trzeba się spotkać, żeby to obgadać.
Nauczyłam się już i hamuję, bo jak do tej pory to miałam po prostu w głowie wdrukowaną sekwencję z serii zajrzyjcie do nas koniecznie. Nie było to sztuczne, było serdeczne, mówione z sensem i zrozumieniem, ale złapałam się już dawno temu na tym, że są ludzie którzy tylko na to zapraszamy czekają, a z ich strony nie pada nic. Jeszcze nawet zdarzyło mi się, że potem usłyszałam, że przecież oni wiedzą, że my wolimy kiedy to do nas ktoś przyjdzie. Więc (tak wiem, nie powinnam tak zaczynać zdania) już się nauczyłam, hamuję i czekam, a potem w zależności od stopnia zasympatowienia zapraszam lub olewam sikiem prostym lub panoramicznym.
I tak to. Taka jestem.
dietowo
że tak brzydko a po polsku powiem prosto z mostu dupa na całej linii. Duża. I wieczorem jak myślę to planuję i opracowuję taktykę, a jak przyjdzie co do czego to nic mi się nie chce.
Źle się czuję, jak hipopotam, bo tak wiele to mnie (wyłączając ciążę) jeszcze chyba nie było. A nie mam ochoty na bicie tego typu rekordów.
blogowo
niby nie mam o czym pisać, brak tematów i weny, a jak zaczynam to klikanie to jakoś tak się niesie...


- - - - -
edit godz. 00.16

filmowo-serialowo
wsiąkłam w kolejny serial. Tym razem Misja Afganistan. Pomijając wadę wymowy Małaszyńskiego, którego trudno zrozumieć serial jest OK. Naczytałam się już o nieścisłościach w tym serialu, ale jakoś mi to nie przeszkadza. A ogląda się całkiem fajnie.


muzycznie
nieco z innej bajki (niż powyższy film), do posłuchania TUTAJ :-! Sam klip mnie nie zachwyca, ale rytm i piosenka już tak, nogi same chodzą :-)


niedziela, 18 sierpnia 2013
I tak to dobiega końca ostatni dzień urlopu...
Jutro do pracy rodacy.
W górach było nieco lepiej niż się spodziewałam, ale nie chodzi tu o relacje między mną i SZM tylko w ogóle o sam pobyt u rodzinki. Przyznam, że obowiązują tam inne standardy wszelakie i oboje o tym wiemy, godzimy się z tym i szanujemy ich wybory. Owszem, było miło, ale bardzo się cieszyłam, że już wracam do swojego mieszkania. SZM zapewne też.
Mała jeszcze wakacjuje.

Po powrocie nie omieszkałam doprowadzić naszą chałupkę do stanu używalności czyli ogarnąć przestrzeń, zrobić pranie (prasowanie jeszcze czeka), stanąć na wadze, przerazić się (a jakże!), odwiedzić dziadków jednych i drugich, zdać relację z wakacji i cieszyć się tym, że jestem już w domu. I tyle.

Wpis prozaiczny i prosty do bólu.

- - - - - - - - -
edit - godz. 20.16

znalezione necie:
KLIK! - KLIK! - pooglądajcie, bo warto, moim skromnym zdaniem. I daje do myślenia :-)

- - - - - - - - -
edit godz. 20.44

wrzuciłam nowy przepis

- - - - - - - -
edit godz. 0.00

na zakończenie urlopu obejrzałam sobie film Patryka Vegi LAST MINUTE. Niby komedia, parodia, ale jakoś mam wrażenie że jest tragicznie prawdziwy. Sam film znalazłam TU.

- - - - - - - -
edit godz. 02.01

Kochani, czy ktoś z Was wie co się dzieje z dr555 (belita.blox.pl)?
poniedziałek, 12 sierpnia 2013
Witajcie, nadaję już z domu. Szczęśliwie dotarliśmy.
Dziubanie komórką na wyjeździe nie jest najlepszym rozwiązaniem, bo myśli mi się kłębią pod czachą, klikanie na klawiaturze telefonu nie jest moją najmocniejszą stroną, a do tego momentami rwące się łącze i ta obawa, że jak się już tyle nadziubię to net weźmie się zerwie i pójdzie to wszystko w kosmos.
Wakacje nad morzem mimo wszystko były fajne. Te niefajne chwile ulatują z pamięci. Ponadto dochodzę potem do wniosku, że w zasadzie nie warto było, nie było o co i właściwie pojęcia nie mam dlaczego tak się zadziało. Ale z tego co piszecie w komentarzach to chyba jakiś wakacyjny syndrom i tak się zdarza, więc niejako można chyba to uznać za normę :-) I tej wersji będę się trzymać :-)))
Baza lokalowa czyli ośrodek - OK, miło, czysto, z atrakcjami, bliziuteńko do plaży, wyżywienie bez zarzutu, a właściwie z jednym, no może dwoma, że za dużo i za smacznie. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Tydzień pobytu i wskazówka mojej wagi już powędrowała. Znowu mam 81kg. I to jest minus. Poważny.
Co do SZM...
Najpierw było dużo gadania co to my nie będziemy robić, znaczy ruszać się, aktywnie spędzać czas i ile się nie najeździmy na rowerach. Poranne wyprawy rowerowe odpadły w przedbiegach, bo jak się okazało śniadanie jest od 8, a nie od 9 jak myślał SZM. To nic, że można było na nie przyjść do 9.30. Jak pisałam każda wymówka była dobra byle się wykpić. Skończyło się na wędrówkach na tak zwane piwko, bo na dłuższe spacery nie było co liczyć. No chyba że miała to być wycieczka z tak zwanym celem. Wtedy tak. A mnie się marzyło dreptanie po plaży, wędrowanie to w jedną stronę to w drugą, tak po prostu bez celu. Na 8 dni pobytu zaliczyliśmy trzy wycieczki tak zwane celowe.
Świetną wymówką był fakt, że obtarły, a raczej nagniotły go sandały, ale ile w tym wymówki a ile prawdziwej boleści to nie wiem. Jak tak sobie go posłuchałam i poanalizowałam to SZM co chwilę narzekał; a to coś go bolało, a to obtarło, a to ugniotło, a to odparzyło, a to obsypało, a to wzdęło i tak w koło Macieju. Dramat po prostu. Ponieważ patrzeć nie mogę jak on tyje, puchnie i nic sobie nie robi z faktu, że trzycyfrowa waga to nie jest dobra sprawa, cokolwiek by mu nie było podświadomie wszystko łączę z tą wagą i jak mniemam przynajmniej w 80-ciu %-ach mam rację. Niestety. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest łatwo żyć z obciążeniem dodatkowych 20-stu kg.
Do tego dochodzi fakt, że SZM nie lubi plażowania, on jak już musi to lubi przyjść na plażę i się moczyć. Woda w Bałtyku była może i ciepła (wiem, to jest określenie względne), ale dla mnie i tak zbyt chłodna. Mnie wystarczyło zanurzyć się raz, a potem to już tylko moczyć nogi i chlapać się dla ochłody.
Nie jesteśmy nauczeni do wczasowania w naszym ścisłym gronie, bo zawsze wczasujemy z towarzystwem, a to które było z nami tym razem, było dosyć luźne. Nie mieliśmy już absorbującego balastu w postaci dzieci, bo 15-letnia Mała to żaden balast, a balast drugi 22-letni został w domu. I doszłam do smutnego wniosku, że w domu kiedy goni nas praca, obowiązki, tak zwany domowy kierat funkcjonujemy zgodnie, a na luzie, w innych warunkach chyba nie potrafimy ze sobą spędzać wolnego czasu, rozmawiać, relaksować się, odpoczywać. SZM by pewnie powiedział, że wydziwiam, ale takie mam wrażenie.
Ostatni wieczór zafundowałam sobie sama, poszłam na plażę sama z aparatem foto i zniknęłam na dwie godziny :-)
Podsumowując ten wyjazd powiem i tak, że było fajnie, bo wychodzę z założenia, że nie można mieć wszystkiego i może faktycznie ja się czepiam.
Gościa po prostu obtarł but a ja takiej prozaicznej przyczyny nie potrafię zrozumieć i wyszukuję jakieś trzecie dno. SZM jak już pisałam jedną nogą był na urlopie, a drugą w firmie, bo musi mieć baczenie na to i owo, więc laptop i komórka w użyciu. Sytuacja w samej firmie wciąż nie nastraja (i chyba już nigdy nie nastroi) optymistycznie, więc fajerwerków nie ma.
Ja też nie jestem bez winy - kiedy widziałam jak znajomy szczupły facet śmiga co rano na rowerku, biega z córką na siatkówkę, na basen i mu się chce ruszać, a mój mega-pączuszek tylko szuka pretekstu by usiąść to nóż mi się samoczynnie otwierał w kieszeni.
Ot co.
Mała zadowolona.
Niedzielę caluteńką spędziłam na praniu i prasowaniu, a potem pakowaniu, bo wyruszamy jutro w góry. To już wyjazd rodzinny, zdecydowanie nie wczasowy, chociaż kto wie...
Chyba netu nie będzie. Czego szczerze żałuję, bo jak człowiek może złe emocje choćby wydziubać na komórce, to jakoś lżej na duszy się robi.


sobota, 10 sierpnia 2013
jutro a właściwie juz dzis, koniec plażowania czyli powrót do domu. Niby jest OK, ale obchodzimy sie z daleka
czwartek, 08 sierpnia 2013
Zgubiony dokument to nie jest to, co mi się marzyło. Po jakie licho nosił to przy sobie? Nie daj Boże zapytać bo jeszcze się obraża... I teraz czekam na nich, bo oboje poszli szukać, zgłaszać, a ja szukając zguby już nas częściowo spakowałam. I przyjdzie mi iść na obiad samej. Boziu, słuchaj uważnie, nie o taką samotność mi szło.  a jednak są uczciwi ludzie na tym świecie! Zguba odnaleziona!!
 
1 , 2