na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
czwartek, 25 września 2008
Śnią mi się po nocach zamrażarki, lodówki... Horror jakiś, po prostu. Ślęczę nad nimi i szukam w necie i doszkalam się, jeszcze trochę i będę mogła otworzyć doradztwo lodówkowe przy zakupie.
Po licznych konsultacjach telefonicznych, przeszukaniu różnych opinii stwierdziliśmy, że godne naszej uwagi są: Bosch, Siemens, AEG, Electrolux, LG, Samsung. Na pewno nie będzie to sprzęt na A (Ardo, Amica, Ariston oraz Polar, Indesit i Whirlpool). Tyle teoria.
Lodówa ma być wielka, bo ta co się właśnie zepsuła ma 187cm wzrostu :-)
Błądząc po różnych wyszukiwarkach zastanawiam się nad prostym i nieskomplikowanym Boschem, bo daje pięcioletnią gwarancję gratis, myślę też nad Siemensem z tego samego powodu. Praktycznie rzecz biorąc obie są chyba takie same, żeby nie powiedzieć identyczne. Interesujący wydaje się być model LG bo jest fajnie wypasiony. Przyzwoicie wygląda ten Electrolux. Ale nie jest no-frost. a ja bym chyba bardzo chciała choć trochę tych nowinek technicznych :-)
Problem w tym, że oprócz typowo techniczno-lodówkarskich parametrów mnie muszą interesować jeszcze gabaryty ze wskazaniem na głębokość, tj. im mniejsza tym lepiej. Moja kosmicznie maleńka kuchnia wymaga lodówki o głębokości do maxa 64-5cm, koniecznie bez żadnych wystających mocno uchwytów :-)
W tej grupie cenowej najbardziej chyba jednak wypasiony i zbliżony gabarytami do tych wymaganych jest model LG. Najpierw muszę wybrać model, kilka modeli. Potem pojechać do sklepu obejrzeć je na żywo, dotknąć. A potem wyszukać w necie gdzie są najtaniej, załatwić raty i już potem mogę się szykować do witania nowego nabytku.
Długo bym tak jeszcze mogła o tych lodówkach :-)
niedziela, 21 września 2008
Naszą dziesięcioletnią lodówko-zamrażarkę szlag trafił.
Wziął i trafił, ot tak po prostu. Konkretnie to trafił zamrażarkę, chłodziarka sobie chodzi w najlepsze. Stawiam na agregat. koszt agregatu bez montażu to 450zł. Sprawdziłam. Specmena zawołamy jutro, bo przez weekend to nie ma jak.  Niech postawi diagnozę i określi kosztorys.
Wczoraj zaliczyłam wywózkę rzeczy z zamrażarki, na szczęście matencja miała nieco opustoszałą swoją, a nasze zapasy też nie były gigantyczne. I teraz mamy dylemat. Nie dam się chyba wpuścic w kolejną naprawę. Dwa lata temu wydałam prawie 3 stówki na naprawę i znowu stoję przed problemem naprawy. Teraz mamy zamiar zakupić nową. ...ale qrcze wypadłam z obiegu. Muszę zasięgnąć języka w sprawie marki (która najmniej awaryjna?) i wszelki innych rzeczy. Może ktoś z Was ostatnio kupował i jest, że tak powiem, w temacie?
wtorek, 16 września 2008
Jedno zebranie zaliczone. Jutro drugie. Od jutra zaczną grzać, to może mi się punkt widzenia zmieni :-)
Wczoraj obejrzałam fajny film. Lubię filmy z Cage'm.
Mam całe mnóstwo zaległych filmów do oglądania. Myślałam, że nadrobię zaległości w wakacje, ale gdzie tam... jak jest ładna pogoda to nie chce się filmów oglądać, a jak padało i było brzydko to ja akurat na wczasach byłam :-) Może po trochę, chociaż jeden tygodniowo dam radę... No nie wiem, bo jak się zacznie rok akademicki to nie mam pojęcia jak będzie.

Co poza tym?
Nuda. I weny brak.
poniedziałek, 15 września 2008
Pierwsza kartka z tamtego, starego, pierwszego bloga:

poniedziałek, 20 września 2004
Małżeństwo

Usiłuję opisać nasze małżeństwo, ale nie potrafię. Dobrze nam ze sobą. Mamy dzieci, Jesteśmy rodziną. Ale mam czasem wrażenie, że nie potrafimy przebywać ze sobą, spędzać ze sobą czasu... Zastanawiam się czasem czy gdybyśmy się spotkali dopiero teraz, czy zwrócilibyśmy na siebie uwagę... Jak się tak drobiazgowo nam przyglądam to dochodzę do wniosku, że tyle rzeczy nas różni, że aż dziw bierze, że jesteśmy razem. Począwszy od TV, gdzie mój facet ogląda jakieś kretyńskie filmy dla bezmózgowców (z całym szacunkiem dla mojego faceta), a ja wręcz coś zupełnie innego, muzyki też słuchamy innej, lubimy inne kino, ja kocham morze i plażę, on lubi góry, sporo jest takich rzeczy, które nas dzielą... Stosunek do dzieci... Przyznam, że wcześniej nie rozmawialiśmy na temat wychowania dzieci, temat się pojawił wraz z nimi, ale chyba chciałabym, żeby ten mój facet był trochę innym tatą, szczególnie jeśli chodzi o młodego. Może jestem przewrażliwiona, ale mam wrażenie, że oni nie mają ze sobą w ogóle kontaktu. Owszem, gry, komputer... Ale tan mój facet nie wykazuje w ogóle zinteresowania życiem młodego, nie zna jego kolegów, zainteresowań. A jak ja coś tym temacie zaczynam to on twierdzi, że wymyślam. Boję się tego co będzie dalej, bo przecież dzieci rosną...A może ja jestem przewrażliwiona?

Często zastanawiam się ile trzeba żeby rozbić małżeństwo, rodzinę... Boże broń, żebym się miała przekonać, ale czy to się dzieje wtedy, gdy jakiś kryzys przychodzi, czy nagle i niespodziewanie. A może coś już się dzieje, a ja niczego nie zauważam. Zawsze zadaję sobie takie pytanie gdy mój facet mówi, że musi dłużej zostać albo coś w tym stylu. Ileż to razy taka myśl była dla mnie bodźcem do... żebym potem sobie nie pluła w brodę, że nie dopilnowałam. Może to myślenie jakiejś prowincjonalnej gęsi, ale mam rodzinę, i bardzo się boję, żeby jej nie stracić. Bardzo potrzebuję bezpieczeństwa i ciepła, nie potrafię tak w zawieszeniu. Wiem jakie to uczucie straty i zdrady, kiedyś śniło mi się i wiem, że to było okropne. Najgorsza była bezsilność. Bezsilność i żal.

Wypaliliśmy się oboje. Brakuje mi tych gestów czułości, objęcia, przytulania, całuska w locie, takiego ledwo ledwo... Teraz jest już tak strasznie poważnie, że aż bolą zęby. Dobrze, że jeszcze się trzymamy za ręce, bo jak już zaczniemy chadzać tradycyjnie pod pachę to znak, że czas umierać. Strasznie się ten mój mężczyzna postarzał, zrobił się z niego taki poważny gościu, a ja tęsknię do tego chłopca, co takimi zakochanymi oczami wpatrywał się i wpatrywał... Przestał być taki spontaniczny, może to praca może to stres, przecież nie żyje się teraz łatwo, ja mam inną pracę, grono w pracy inne, luzackie... Sama nie wiem. Wymyślam?

Muszę mu to kiedyś wszystko opowiedzieć, ale poczekam jeszcze trochę, niech te nasze ciche dni odejdą w zapomnienie.

Ale czy to coś zmieni...?

A co on sobie myśli o mnie? Że co? Że stara d... ze mnie? Że wymyślam? Majątek za jego myśli... I wydawać by się mogło, że znamy się jak łyse konie... A może faktycznie ja wymyślam rzeczy niestworzone i jakieś dziwactwa...?

23:17, anonim001


Tym wpisem zaczęłam swoją bytność tutaj, w Blogolandii.
To już cztery lata ?
Zimno. Mokro. Jesień.
Jutro zebranie w szkole.
Pojutrze zebranie w drugiej szkole.
W międzyczasie praca - dom - obiad - lekcje - i takie tam inne.
Szarość dnia, monotonia życia, po prostu
Zimno. Mokro.
Ciepłe kurtki, swetry i buty.
A złota kolorowa słoneczna polska jesień gdzie?

Od środy będą już grzać, może się nastrój odmieni...
sobota, 13 września 2008
Tak sobie myślę, że gdyby to moje blogowanie przenalizować i opracowac procentowo, to sporo miejsca zajęłaby matencja. Znaczy, że zajmuje w moim życiu ważne miejsce. Patrząc na to w przelocie można pomysleć, że OK, tak powino być. Drobna różnica, która mówi, że jednak tak do końca fajnie nie jest, to fakt, że wpisy na temat matencji zazwyczaj odzwierciedlają moje doły psychiczne.
Dziś zarzuciła mi, że jestem stronnicza (bo nie trzymam jej strony).
Że patrzę tylko na ojca.
Nawet nie chce mi się pisać jakie bzdury ona wygaduje.  I jeszcze twierdzi, że ma rację.
Gdybym tak wywaliła prosto z mostu co ja ten temat myślę i jak ją oceniam to na mur-beton dostałaby kolejnego udaru. Wstyd po prostu. I nie wiem czy to zmiany stosowne do wieku, czy poudarowe, bo nie uwierzę, że taka jest. Postawiłam się dziś ostro, że jak oni się kłócą to ja idę do domu. Ona tylko z nim (z ojcem) znaczy się rozmawia, usłyszałam. Ręce opadają...
czwartek, 11 września 2008
Papiery na uczelnię złożyłam. Od października będę walczyć o tytuł mgr. Zastanawiam się po co mi to...
zaspokojenie próżności?
wyrównanie braków sprzed lat?
asekuranctwo na przyszłość?
obawa przed zmianami?
Sama nie wiem. Faktem jest, że podjęłam decyzję i już. Umowa podpisana, wpisowe wpłacone. Stało się faktem.


SZM nie ma. Już zapomniałam jak to jest kiedy wieczorem nie ma go w domu. Szczerze mówiąc lubię pobyć sama. Nawet sama z dziećmi.


Szkoła ruszyła pełną parą.
Młody II klasa liceum. Dodatkowe lekcje z matematyki już załatwione. Młody nigdy matematycznym orłem ani geniuszem nie był. Moje możliwości pomocy skończyły się już sto lat temu, a nauka Młodego z SZM to jeden wieli stres dla nas wszystkich. Korki z neutralną osobą - złoty środek. I to za małe pieniądze. :-)))
Szukam jeszcze dobrego anglisty... Dla obojga. Mała od podstaw, bo w szkole uczy się niemieckiego, a dla Młodego - konwersacje. Przemyślałam temat kursów grupowych i biorąc pod uwagę ich ceny wolę ciutek drożej a indywidualnie.

Wczoraj ustalaliśmy wytyczne na rok szkolny. Musiałam ich zdyscyplinować, bo cały czas im się wydaje, że wakacje jeszcze trwają. Zastanawiałam się co na to siedemnastoletni Młody, ale raczej bez oporów. Złote dziecko mam. Serio. Za to już wiem, że z Małą w przyszłości nie będzie tak łatwo.
środa, 10 września 2008
Właściwie to oczy mi się zamykają i zła na siebie jestem, że znowu tak długo tu zagrandziażyłam. Powinnam już dawno być w łóżku. Obiecywałam sobie, że z nowym rokiem szkolnym to się zmieni, ale jak widać coś nie wyszło. może za mało się staram.
Impreza zaległych urodzin Młodego przeszła pomyślnie. Zdążyłam ze wszystkim. Kosztowało mnie to trochę wysiłku, nie powiem. Wściekłość na SZM wylewała mi się uszami. Bo to przez niego tak goniłam stracony czas. Te jego grzyby długo mi się będą jeszcze odbijać.

SZM doprowadza mnie ostatnio do pasji. Znowu upatrzył sobie nowy aparat foto. No trafia mnie po prostu. Najpierw był wymarzony, wypasiony EOS 300. Ledwo spłacił raty już marzył o cyfrówce. Zakupił cyfrową kostkę, poręczną i zgrabną. Ledwo mu się ten opatrzył, już marzył o cyfrowym wypasie. Zakupił cacuszko. Raty spłacone. Czas na zmiany oczywiście. Teraz ma już upatrzonego jakiegoś Soniaka, a mnie ręce opadają. Żeby chociaż miał jakieś ładne zdjęcia przez siebie zrobione. Będę brutalna - żeby miał chociaż zmysł fotograficzny... Albo bierze udział w wyścigu wśród kolegów, albo sama już nie wiem co.

I tak sobie myslę, że ja nie mam chyba takich zachciewajek, pasji, dążeń. Jakas taka spłycona jestem i jeszcze mam wyrzuty sumienia, że na studia idę.



środa, 03 września 2008
Wymiana drzwi ciągnie się jak spaghetti, bo kto myslał, że przycięcie drzwi i finito ten jest w błędzie.A klamki, a wykończenia wokół tych murowanych wejściowych, a futryny... I tak w kółko, ciągle coś. Dziś w końcu przywiozłam wyczekane klamki i wymieszaną farbę na futryny. SZM walczy z futrynami, walczy to szumnie powiedziane, bo raptem wczoraj pomalował jedną.
A ja wczorajszy spędziłam dzień w rozjazdach, bo najpierw do naprawy aparat foto, potem umówione spotkanie prywatno-biznesowe, bardziej jednak prywatne :-) A potem rajd po marketach budowlanych, potem do domu, dzieciarnia do auta i wio do marketu, bo jeszcze to do szkoły i smo i owo. bogu dzięki kupno podręczników mamy już za sobą dawno temu, bo kolejki do antykwariatów jakie widziałam w mieście nie należały do krótkich.

Wczoraj nie omieszkałam powiedzieć SZM, że zachowuje się jak rozkapryszony i rozbestwiony szczeniak. w domu roboty moc, w sobotę urodziny, a on mi mówi, że jutro czyli dziś jedzie na grzyby. Zastrzelić go tylko. Wziął się spiął i zerwał z pracy wcześniej, pomalował dwie futryny nim pojechał. Zostały mi jeszcze trzy, klamki i inne drobnostki. Pojęcia nie mam jak on ma zamiar to wszystko ogarnąć. A ręki do tych futryn nie przyłożę. nie, bo nie i już. Zresztą zapowiedziałam.
Dziś odstawiłam rajd po marketach w poszukiwaniu sensownego plecaka dla Małej. nie dała sobie powiedzieć, że ten, który ma jest za mały. Wczoraj pakując się do szkoły przekonała się na własnej skórze, że ma kłopoty ze spakowaniem się. Rajd zakończył się kupnem plecaka w osiedlowym sklepiku :-) Plecaka, który oglądałyśmy jako pierwszy :-] Ważne, że Mała zadowolona z zakupu.
Zmęczona jestem bardzo. Fizycznie i psychicznie, bo w domu rozgardiasz jeszcze w związku z tymi drzwiami, a ja się męczę w takim nieładzie.
SZM oczywiście na grzybach. Wrrr!

poniedziałek, 01 września 2008
...wbrew pozorom rzadko zdarza mi się obejrzeć film w TV tak od A do Z. Wczoraj oglądałam "Jutro idziemy do kina". Powiem szczerze - bardzo mi się podobało. Naprawdę. Myślę, że warto go zobaczyć, bo pokazuje ludzi, młodzież, prawdziwych, nie takich sztucznie patriotycznych, ale żywych z krwi, z kości i z szaleństwem młodości w oku. Od wczoraj chodzi za mną ta właśnie piosenka.



..."z trzydziestu uczniów tej klasy zginęło dwudziestu. Trzech zostało skazanych na smierć w stalinowskiej Polsce."
 
1 , 2