na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
środa, 29 września 2010
Ratunku!
Jutro Dzień Chłopaka, a ja nie mam pomysłu, a chłopaków mam dwóch...

Najpierw przejrzałam płytki z filmami, wybrałam te, które chciałabym zobaczyć. Przy okazji mimochodem zrobiłam porządek tu i tam w płytowni :-)
A potem stwierdziłam, że przez pisanie pracy mgr zapomniałam, że jest taki serial jak Usta usta, który bardzo fajnie mi się oglądało. No to zamiast przy płytkach siadłam przy kompie i od wczoraj nadrobiłam zaległości. 10 odcinków.
Uwielbiam oglądać fajne seriale w maratonie odcinkowym.

W przyszłym roku mamy okrągłą rocznicę ślubu. Marzy mi się weekend tylko we dwoje na wyjeździe.
Już kiedyś o tym myslałam, nawet sprawdzałam ceny lotów, noclegów. Oczywiście myslałam o ... Paryżu. Po skalkulowaniu kosztów doszłam jednak do wniosku, że lepiej (czytaj: taniej i bardziej realnie) będzie planować cokolwiek w kraju.
Marzy mi się Bałtyk, ale jak na weekend to zdecydowanie za daleko. Poza tym rocznicę mamy w kwietniu i to chyba nie jest fajna pora na spacery po plaży.
Góry - Zakopane, Wisła, Szczyrk, Ustroń albo cokolwiek innego odpada ze względu na weekendowe korki, które zjedzą nam połowę wyjazdowej przyjemności.
Kraków?
Wrocław?
Kazimierz Dolny?
...cokolwiek innego?

Ale sam pomysł mi się podoba.
Scenarzystom serialu jak widać też :-)
wtorek, 28 września 2010
No to siedzę w domu. L 4. Nawet dobrze się czuję, tylko czasem mam lekki kłopot z oddechem, bo jak się już rozkaszlę to dramat w czterech aktach. Miałam nawet wątpliwości czy iść na to zwolnienie, ale w końcu egoistycznie uznałam, że skoro doktor kazał  (a kazał!) znaczy ma powód. No to siedzę.
Mam bujne plany nadrobienia zaległości filmowych, ale co z tego wyjdzie nie wiem. Nawet specjalnie wstałam z ranka, żeby zrobić śniadanie domownikom spieszącym do pracy, szkoły i na uczelnie, bo jakbym tak nie wstała to prawie pewne że przespałabym do południa, a potem w nocy nie mogła zasnąć.
Strategię mam opracowaną by z ranka wstawać, po to by wieczorem kłaść się o w miarę przyzwoitej porze. Wówczas będę mieć mnóóóóstwo czasu na bycie samej w domu. A to bardzo lubię.
Tak, lubię być sama w domu. Nawet bardzo i bez wyrzutów sumienia. A Wy?
poniedziałek, 27 września 2010
Zachciało mi się zanurkować do starego bloga i ku swojemu zdziwieniu odkryłam, że właśnie mija 6 lat mojego blogowania.
20 września 2004 roku napisałam:

No to się zaczęło... sama jeszcze nie wiem o czym tu będzie i co najważniejsze, po co? Chyba dla siebie, zamiast pamiętnika, czy jakoś tak...
Pożyjemy, zobaczymy...
(...)
Mam zamiar cos popisać, nie mam pojęcia co... będę tu może wylewać swoje żale i dzielić się radościami. Jak na pierwszy raz to chyba wystarczy. Niestety muszę biec do przedszkola odebrać dziecię.

Dziecię już do przedszkola dawno nie chodzi, a i ja sama jestem o kilka latek do przodu. Ech!
niedziela, 26 września 2010
Impreza się udała, jak zwykle, czyli żadnych reklamacji nikt nie wniósł, goście bawili się dobrze, jedzenie chwalili. Minusem jest tylko świadomość, że jedni goście uprzedzili, że nie będą mogli być i zawitają w innym terminie. Minus to ten inny termin.
Przeziębienie rozwija się dobrze. Teraz zawalone całe gardło, kaszel, katar i takie tam inne. Dzisiaj od rana ledwo żyję, aż nawet wymiotowałam, przypuszczam, że to angina. Jutro chyba wyskoczę do lekarza co by mnie obejrzał i przepisał coś konkretnego. Czekam tylko kiedy zarazi się reszta rodziny.
Młody jutro zaczyna pierwsze wykłady. Zdziwiłam się, że tak wcześnie, bo początek roku akademickiego przecież 1 października, ale oni już mieli inaugurację i od jutra - do roboty.
I tak przeleciała caluteńka prawie niedziela, przeleżana, w pidżamce, z kubkiem herbaty na stoliku.
A na dworze pada...
sobota, 25 września 2010
Spotkanie studenckie zaliczone. Impreza rodzinna również.
czwartek, 23 września 2010
Jakiś czas temu tłumaczyłam Małej zależności wynikające z wyboru szkoły, studiów, zawodu, itp. Nie do końca jestem przekonana czy moje podejście jest bardzo pedagogiczne, ale z perspektywy czasu moje poglądy są takie a nie inne. Powiedziałam że w przypadku ukochanych zajęć mało dochodowych (brzydko mówiąc), ciężkich, trudnych  powinno się wybrać lżejszy (w sensie: fizycznie) zawód, którego prestiż i dochody, pozwolą na możliwie częste wykonywanie/obcowanie ze swoim hobby.
Przykład - kochasz konie, zwierzęta? Nikt Ci nie każe iść na zootechnikę, weterynarię by ciężko pracować w stajni, oborze. Wybierz coś co jest Ci równie bliskie, podoba się, ale  nie jest ciężkie, wyczerpujące, daje odpowiednio duże dochody, tak byś mogła często jeździć konno, mieć swojego konia, stajnię, oborę, farmę itp.
Od słowa do słowa i padło pytanie o moje wybory, czy chciałabym coś zmienić, na co bym się porwała gdyby dano mi szansę.
Mała zmusiła mnie do myślenia. Do zastanowienia. Ale dosyć szybko znalazłam odpowiedź.

Radio.
Chciałabym móc pracować w radio. Mam na myśli tradycyjne radio, które mówi do swoich słuchaczy, a nie puszcza przeboje i odczytuje newsy w przerwach między reklamami. Takie radio jak było kiedyś.
Chciałabym, naprawdę.

- - - - -
To dziś już trzeci wpis. Się dzisiaj rozpisałam...
- - - - -

Moja ekipa pracowa od początku tygodnia cierpi na bóle gardła., przeziębienia i tym podobne historie.
Już wiem, że mnie zarazili, bo ledwo ślinę przełykam.

Moja strategia pt. dorosły syn:
- dbam, kocham i szanuję, ale wymagam i:
- nie ingeruję,
- nie trzymam w inkubatorze,
- nie robię nic za niego (co zdarzało się często, przyznam ze wstydem),
- nie wyręczam,
- uczę odpowiedzialności i konsekwencji z własnych błędów,
- nie kryję, nie bronię, nie tłumaczę przed SZM

...czasem się jednak łamię i przypominam nadprogramowo o czymś-tam.

- - - - -

Mam wrażenie, że jego pobyt na tym obozie studenckim i ten totalny brak kontaktu wyzwolił we mnie straszne pokłady agresji, złości i frustracji.
One tam były, a ten brak kontaktu ze strony SZM to była taka iskra zapalna.
Teraz chyba muszę sama siebie wyciszać.
Mam wrażenie, że jestem na Młodego teraz bardziej cięta niż SZM.



Słońce zaczyna się pojawiać, cieplutko się dzisiaj zrobiło. Jeszcze trochę i złota polska jesień zawita. Na jakąś wycieczkę by mi się chciało, na spacer daleki, a może i krótki...

Nie miała baba kłopotu to wymyśliła sobie imprezę rodzinną. Zaległe urodziny Młodego. ...a tu niespodziewanie wylazło spotkanie braci studenckiej i żal nie iść, na szczęście to jest do południa a impreza rodzinna po południu, wiec mam nadzieję, że dam radę. Po prostu w piątek muszę przysiąść z robotą.
Dziś poszłam po bandzie i zamówiłam gotowy cukierniany tort. Czekoladowo-wiśniowo-rumowy. Brzmi jak poezja, mam nadzieję, że tak samo będzie smakował. Wystarczy go w sobotę odebrać :-) Do tego w piątek zrobię placek bezowy ze śliwkami, jakaś patera z owocami i kwestię "na słodko" mam z głowy.
Co do dania na ciepło - SZM będzie piekł udka z kurczaka, więc to  mi odpada, znaczy nie moja działka.
A co do reszty to wiadomo - wędlina (już zamówiona, do odebrania w sobotę z rańca), reszta stałych elementów (pomidory, ogórki, grzybki, sledziki, itp.) i sałatki: na słodko i tradycyjna jarzynowa z majonezem.

Od powrotu z wakacji obżeram się niemożebnie i czuję jak jakoś tak puchnę. Sama siebie usprawiedliwiam, że to normalne, że na zimę i tak dalej i tak dalej, ale jeszcze trochę i w nic się nie zmieszczę. Bosze, moje życie to wieczne odchudzanki. Faktem jest że taka przytyta źle się czuję i się nie lubię. Trzeba to przemyśleć i znowu zacząć odwyk słodyczowy.
To samo z włosami, ścinam i zapuszczam, a jak już podchoduję to znowu ścinam. Teraz już mam podhodowane, już spinam,  ale znowu mnie kusi...


środa, 22 września 2010
Wiem.
Nie potrafię pogodzić się z faktem, że Młody jest duży, ma swoje zdanie i że może ono być odmienne od mojego.
A że do tego Młody jest jak duży dzieciak, któremu się wydaje że jest dorosły (czytaj: pozjadał rozumy) to już inna bajka.
 
1 , 2