na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
wtorek, 24 września 2013

od słowa do słowa...

Wczoraj z SZM luzacko rozmawialiśmy sobie, że przydałby się nam w pokoju dużym stół i cztery krzesła. Teraz wygląda to tak, że (nie mając sypialni) śpimy w naszym tak zwanym dużym pokoju na ogromnej rogowej kanapie, przy której stoi taka sobie podnoszona i rozsuwana ława. No i meble w postaci witrynki, komódek, do kompletu na prawdę spory TV. Dawno już chciało mi się ładnego wygodnego stołu i krzeseł, ale jakoś miejsca na to w tym pokoju nie ma. Żeby wstawić tam stół i krzesła coś trzeba wystawić. Żeby coś wystawić z pokoju dużego trzeba zrobić miejsce gdziekolwiek indziej. Gdyby nie ograniczenia kasowe to ja bym tam już odpowiednio wstawiła i wystawiła :-) Zmiana mebelków, może nawet i kanapy, plus maleńki stoliczek kawowy przy kanapie i do kompletu stół + krzesła. Wszystko ślicznie pięknie tylko gdzie te obecne mebelki, gdzie te rzeczy z tych mebelków wstawić. Przydałaby się szafa wnękowa, pomijam pytanie za co, ale stawiam pytanie gdzie?
Mamy w domu malutki pokoik, gdzie oprócz innych mebli/rzeczy stoi też na biurku komputer. Od dłuższego już czasu SZM przyśpiewuje, że kompuś (ten, z którego wciąż nadaję) stary już i trzeba myśleć o zmianie, a jak zmiana to na laptopa, koniecznie oczywiście. ...a jak już będzie laptop to stojące w tym pokoju biurko będzie niepotrzebne w zasadzie. W tym pokoiku większość sąsiadów ma zrobioną garderobę (czytaj szafę wnękową).
Wczoraj dosyć kategorycznie SZM wypowiedział się, że na szafę wnękową to kasy szkoda, bo dobre jest to, co jest obecnie i on cos tam pokombinuje, na co ja się nie zgodziłam, bo nie chcę byle jak, ale chcę ładnie. Sprawa właściwie umarła zanim jeszcze się urodziła.
A dzisiaj z uśmiechem jak banan SZM powiedział mi, że poczynił pierwszy krok w kierunku szafy wnękowej, bo... zakupił laptopa. Na raty. Nie mam siły robić awantury. Bo jak sobie pomyslę to faktycznie chyba trzeba zrobić zmianę kompa, ale nie ukrywam, że baaardzo ciężko mi będzie przesiadać się na lapka.

Ręce mi opadły, bo nie mam ochoty, na żadne przestawianki, meblowanki.
... bo nie jestem przyzwyczajona do lapka,
... bo lubię ten malutki pokoik, gdzie wieczorem sobie siadam i w spokoju oglądam na kompusiu filmy bez denerwowania się że SZM przełączy w trakcie reklam na co inne i już nie wrócimy na ten kanał,
... bo nie muszę się zastanawiać czy wygram z nim spór pt, co oglądamy wieczorem?
... bo mogę sobie klikać na blogowisku do woli i nikt mi nie zagląda przez ramię :-)
Ten pokoik to taka moja maleńka enklawa i nie chcę się jej dobrowolnie pozbywać. A tu widzę, że zaczyna się jakieś uszczęśliwianie mnie na siłę. Może za bardzo się zagalopowałam, bo póki co uszczęśliwiony został SZM, bo to on ma frajdę z lapka, bo to jemu się marzył lapek. Więc póki co chyba zostanie wszystko po staremu, a SZM z nowym lapkiem w garści. Bo na moje zmiany potrzebowalibyśmy trochę kasiory, a pożyczkę dostanę dopiero w listopadzie. :-)

studencka beztroska

Szlag jasny mnie trafia, bo robiłam dzisiaj korektę pracy Młodego. Na własne życzenie, bo no własnie, bo...
Pomijam fakt, że podobno edytował mu to już jakiś kolega, pomijam też to, że musiałam czytać ten branżowy bełkot, z którego koniec końców wiele nie rozumiałam, ale takie bleblanie jakie on, znaczy Młody odstawił w tej pracy to jest po prostu jedna wielka MASAKRA. Niedbale pisane, literówki, błędy edycyjne, błędy gramatyczne. Panie miej litość nade mną...
I, co dosyć istotne, jeszcze nie widziałam wstępu, zakończenia i ostatniego rozdziału. Póki co sprawdziłam dwa rozdziały pracy. DWA, a mamy dzisiaj 23-4 dzień września. Chyba mam pełne prawo być, delikatnie mówiąc, lekko wnerwiona?

babskie pogaduchy

Zaliczone wspólne wyjście z Sypialnianymi koleżankami. Było miło i sympatycznie, zdecydowałyśmy się na powtórkę. Za miesiąc :-)
Poszerza mi się grono koleżanek, z którymi się spotykam. Z jednej strony się cieszę, z drugiej myślę kiedy znajdę na to czas? Obiecywałam sobie od września jakiś ruch dla zdrowotności, może bieganie, może spacer, może basen.Wrzesień już się kończy, a moja aktywność dalej jest równa zero.

Przy edycji pracy Młodego ciśnienie mi skoczyło i odechciało mi się spania, ale teraz oczka mi juz klapią same więc - dobranoc!


niedziela, 22 września 2013

Praga. ...jak się tak naczytałam o tych wycieczkach do Pragi, naszukałam noclegów, naplanowałam co zwiedzić, poszukałam cen biletów i takie tam inne, policzyłam koszty to jednak póki co troszkę mnie przystopowało. A to co już opracowałam niech sobie w kompusiu leży i czeka na swoją porę.

Babskie spotkanie oczywiście było udane, nawet bardzo, znaczy jak zwykle :-)

Rodzinna sobotnia uroczystość zaliczona. Doszło do tego, że traktuję takie wizyty w kategorii zaliczania mniej lub bardziej przykrego obowiązku. Do Świąt póki co mam chyba spokój.

Dietowanie moje poszło się lotać i na razie mam je w głębokim poważaniu. Piekę pyszne drożdżowe ciasta i ze smakiem się nimi zajadam. A przepis polecam każdemu. Nie ma opcji żeby to ciasto nie wyszło.

Od jutra znowu do pracy.

Między SZM i mną złe fluidy. Nie wiem czy SZM je czuje, czy to tylko moje myśli. Nawet nie potrafię tego nazwać.
Oddalamy się od siebie. Odpuszczam, bo mi się po prostu nie chce walczyć, kłócić, kruszyć kopii. Odpuszczam, a on z tego coraz bardziej korzysta. Nawet dowiedziałam się, że z zewnątrz wygląda na to, że on rządzi na maxa a ja niewiele mam do powiedzenia. I zdziwiłam się. Że aż tak? Zdominował mnie? Tak daleko to zaszło?
...ale przyznam szczerze, że nie wiem czy chce mi się walczyć o miejsce w tym stadzie.
Jeżeli nie ma we mnie tej chęci to chyba źle, co?

wtorek, 17 września 2013

Pada, leje, zimno, mokro, jesienna plucha się zaczęła. Sprawdziłam prognozę na najbliższe dni i będzie zimno, chłodno i kiepsko. SZM wybiera się na grzyby, ciągnie mnie ze sobą, ale szkoda mi urlopu. w weekendy to ja jeszcze mogę grzybobranić, ale znam inne powody do wykorzystania urlopu więc chyba sobie podaruję, no chyba że się pogoda poprawi...

Na temat pracy licencjata i jej obrony przez Młodego się nie wypowiadam w trosce o zdrowie psychiczne swoje i stan moich nerwów :-) Fryzurę wszyscy dziś chwalili, więc albo są tak fałszywi i zakłamani, obłudnie chwaląc, albo tak się poprawiło, a ja tego nie widzę. SZM niestety mówi, że coś z nią, fyzurą znaczy się, powinnam jednak zrobić. więc chyba jednak tak całkiem dobrze to nie jest...

Weny kulinarnej to ja dzisiaj nie miałam zdecydowanie. Z niedzielnego rosołu wyszła ogórkowa z ryżem. Wyszła nieziemsko słona. Ratowałam jak się dało, dorzuciłam ziemniaki pokrojone w kostkę, a w międzyczasie z ryżu zrobiła się kompletne breja. Nic to, damy radę.
Na drugie pizza, która miała być na cienkim spodzie i wyrosła jak ciasto do przełożenia kremem budyniowym. Nic to, ważne, że głodni nie jesteśmy. ;-)

Marzy nam się wyjazd do Pragi. Nie wiem jednak czy poprawi się pogoda, a zwiedzać w deszczu, zimnie i ogólnej słocie to żadna przyjemność. Szukałam ogólnych info, z cyklu co zwiedzać, koszt biletów wstępu, biletów komunikacji, i takie tam inne przydatne. Przystopowałam jednak przy noclegach. Z serwisu na literkę G przyszły co prawda oferty i nawet cenowo interesujące, ale opinie netowe na temat tych hoteli nie zachęcają do kupna, więc póki co przystopowałam. Może ktoś z Was czytaczy, ma jakieś namiary na dobre, względnie tanie miejsce noclegowe w Pradze?

W pracy szykuje się kontrola. Prawie wszystkie wymagane rzeczy już przygotowałam, reszta w ciągu najbliższych dni. Fajnie mi teraz, bo przez najbliższe miesiące pracuję tylko w przesiadkowym miejscu. Chyba, bo tak na sto procent to nikt nie wie. Ale oby tak się stało.

Pod koniec tygodnia czeka mnie babiniec czyli babskie spotkanie. Już się na to cieszę!

poniedziałek, 16 września 2013

Zaliczyłam wizytę u fryzjera i muszę przyznać, że rozczarowała mnie tym razem pani fryzjerka. Już zdążyłam włosy zafarbować, umyć, postarać się ułożyć je po swojemu, ale nie zmienia to faktu, że wygląda jakbym na głowie miała garnek. Mam nadzieję, że jak się prześpię to będzie lepiej, bo póki co to dramat jest. Serio.

Na dobry początek tygodnia i poprawę humoru po wizycie u fryzjera właśnie skończyłam oglądać fajny film. Szczerze polecam. Dzieje się dużo, szybko, ciekawie i zabawnie. Naprawdę fajny by oderwać się i zrelaksować. Iluzja. :-)

 

 

Już miałam iść spać, ale... popłynęłam z czasem, bo chciałam tylko zerknąć na ten film. Miałam tylko zerknąć, skończyło się na zobaczeniu całego filmu.
Nie jestem i nie byłam fanką Universe, aczkolwiek bardzo, naprawdę bardzo lubię piosenkę i często mi gra w aucie, bo jest na jednym z naszych samochodowych CD z mp3.


sobota, 14 września 2013
Wszystkim, którzy mnie wspierali w polowaniu na grzyba wielkie i ogromne dziękuję!
Około 18 kilogramów podgrzybków, jeden wielki prawdziwek, kilka kozaków i żółtych maślaczków. Wow, no nie? Sami byliśmy w szoku :-) Zabrakło nam miejsca w koszach, dobrze że miałam w plecaczku torby-reklamówki foliowe.
To było prawdziwe grzybobranie :-)))



piątek, 13 września 2013
...ale miałam fajny tydzień w pracy. Serio! Caluteńki (prawie bo dziś przyszła na kawę) bez N_C_K. Bez paplania, gadania i kombinowania jak robić żeby nic nie robić. I wiecie co? Podoba mi się ta praca. Jak już skończę ogarniać to biurowe burdello-bum-bum to i pracy będzie zdecydowanie mniej. Na razie porządkuję, segreguję, archiwizuję, doprowadzam to wszystko do stanu, gdy wiadomo gdzie co jest. Bo do tej pory była lekka masakra. I cieszę się bardzo, bo stopniowo ubywa mi tych stert papierów do przejrzenia. Powoli, kroczek za kroczkiem wprowadzam swoje porządki. Jeszcze wizualnie niewiele widać, jeszcze na pierwszy rzut oka nie ma specjalnych zmian. A jest tak źle i okropnie, że gdy przychodzi ktoś z zewnątrz to mi wstyd siedzieć w takim biurze, bo pewnie myślą, że to moja zasługa, że tam wygląda tak jak wygląda. Ale nie od razu Kraków zbudowano. Jeszcze trochę. I tak zrobiłam sporo. I psychicznie jestem na plus, bo ogarniam temat, wiem co do czego, gdzie tego szukać, co z tym zrobić, itp. W myślach już ustawiam wszystko po swojemu, mebluję nawet czasem :-)

Jutro rano - na grzyby :-)
Start o 5 rano.
Tak jak poprzednio uprasza się o trzymanie kciuków. I za pogodę żeby nie lało, i za to bym znalazła choć jednego grzyba (jadalnego!)
:-)


PS
Dzisiaj kupiłyśmy płaszczyk zimowy dla Małej :-) W kolorze szarym.
...a Mała w nim wygląda ślicznie.
Jeszcze zrobię na drutach jakiś czapko-szaliki i będzie super.
:-)))




poniedziałek, 09 września 2013
Sto lat już nie byłam u matencji, więc postanowiłam dzisiaj nadrobić zaległości. Więcej chętnych do umartwiania się nie znalazłam pojechałam więc sama. Czułam się okropnie, bo w powietrzu czuć było jad, którym nasączone było każde słowo matencji skierowane przeciwko ojcu, a nawijała przede wszystkim o nim. Powiedziałam, nagadałam, a on to, śmo, ja na to owo, a co on sobie myśli i w koło Macieju...
Tak na dobrą sprawę to nie zabierałam specjalnie głosu, bo rozstałybyśmy się zwaśnione, delikatnie mówiąc. Ona wie zawsze lepiej. Od wszystkich. Nawet od samego zainteresowanego.
Czułam się podle, bo co chwilę zerkałam na zegarek odliczając minuty do końca obowiązkowej wizyty. A przecież to moja mama...
Chyba powiem swoim dzieciom, że jeżeli stanę się kiedyś właśnie  taka jak matencja dzisiaj/teraz, to mają moje pozwolenie na odstrzelenie mnie w trosce o ich zdrowie psychiczne.

Tatencjusz niewiele lepszy, tylko w innym gatunku. On z wierzchu jest cool i trendy. Niby się nie odzywa, ale jak już coś powie to w pięty idzie piorunem. I nigdy nie wiem czy to co mówi to prawda, czy upiększył, wydumał, podkolorował, albo właśnie się usprawiedliwia...

Każde z nich siebie warte.

I taka jest ta moja porąbana rodzinka. Na zewnątrz pewnie pięknie ładnie, wszyscy się ładnie uśmiechają, bo przecież to rodzina, a od środka cieknie jadem, złośliwością. Są dni że wszyscy trochę udajemy, że niby jest tak fajnie, rodzinnie...

I do cholery znowu będą święta... że niby rodzinne, ciepłe, serdeczne.


Wczoraj czytałam że od dzisiaj załamanie pogody i proszę mówisz-masz. Zimno, chłodno, mokro i deszczowo. Jesień proszę państwa. Na czwartek umówieni jesteśmy na grzybobranie, ale w deszczu? No proszę...

W pracy fajnie, sama, bez N_C_K. Wykorzystałam chwilkę i trochę popracowałam a trochę poszperałam w tej wielkiej stercie papierzysk i znowu jej ciut ubyło. Kroczek za kroczkiem i robi się widniej. Ale pracy jeszcze moc. Najgorsze jest to, że ona mnie blokuje. Ale nie będę się tu powtarzać...

Na dwa dni zawiesiłam dietowanie, bo uznałam, że po zrzuceniu 5 kg (czyli powrocie do stanu sprzed wakacji więc to nie takie wielkie halo) coś mi się od życia należy. w sobotę naprędce upiekłam przepyszne błyskawiczne ciasto drożdżowe ze śliwkami i muffiny. Było przepysznie :-)
A od dzisiaj wracam do pokutnego worka. Howgh!
 :-)
Melduję, że pierwsze grzybobranie za nami. Owocne! Nie powiem, że grzybów było mnóstwo, ale jak już trafiliśmy w dobre miejsce... :-)
Na własne osobiste oczy widzieliśmy inną rodzinkę z pełnymi po czubek koszami i jeszcze kapeluszem:-)
My - umiarkowanie - ok. 4kg. W sobotę na obiad po powrocie była kasza i sos z prawdziwków, a cała reszta ususzonych podgrzybków czeka na Boże Narodzenie :-) Następna akcja w czwartek.
Trafiliśmy też na kanie, ale mimo wszystko nie zdecydowaliśmy się ich zjeść. Chyba lepiej zrezygnować nie mając stuprocentowej pewności.
Ale było fajnie...


 
1 , 2