na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
poniedziałek, 29 września 2014

Żyję, mam się dobrze, przepraszam za tak długie milczenie i dziękuję za troskę :-)

Wszystko u mnie w porządku. Nie, żeby tam od razu jakieś fajerwerki i wodotryski, nie, bo raz jest lepiej, a raz gorzej, ale w sumie jest OK.

Nie zagospodarowałam się w nowym zakątku komputerowym. Bo nie jest zbyt wygodnie siedzieć na drewnianym zydelku, a po drugie nie chcę się alienować, nie mam jakoś takiej potrzeby. I może to i dobrze. Więcej czytam, więcej czasu spędzam z SZM, więcej wspólnych zajęć, rozmów, to zdecydowanie lepiej niż to dawne znajome mi uczucie, że coraz mniej nas łączy.

Moje bieganie niestety zamiera i chyba jednak mimo najszczerszych chęci nie mogę biegać. Ze względów zdrowotnych. Zmiany w szyjnym odcinku kręgosłupa (już zdiagnozowane) skutkują okropnym i przewlekłym bólem głowy. I nie było to ani fajne ani przyjemne. Spróbuję raz jeszcze, ale trochę się boję. Swoją drogą fajny wrak ze mnie... Zamiast biegania będę uskuteczniać marsze z kumpelą i chodzenie na basen może, bo coś przecież robić trzeba.

Zmiany meblowe w tak zwanym salonie zwanym przez nas dużym pokojem są już zakończone. Z efektu jesteśmy zadowoleni wszyscy. Jeszcze kilka błahostek zostało nam do końca, ale to już drobiazg. Mamy teraz w pokoju dwie małe komody, które stoją obok siebie i tworzą jedną większą, do tego witrynka, schowany za drzwiami regał z książkami, przy wielkiej rogówce mała ława i do tego w jednym rogu stół z krzesłami. I niby jest gites, ale miejsca na choinkę brak ;-(

Związek Młodego nadal trwa. A ja na wszelki wypadek jednak się nie przyzwyczajam :-) Od października Młody zaczyna studia magisterskie. Koniec laby w domu, znaczy się.

Mała zaczęła naukę w liceum, ale ponieważ została praktycznie w tej samej szkole to stres jakby mniejszy. I nasz, i jej, przede wszystkim. Dostała się też w ramach zajęć popołudniowych w MDK na indywidualne lekcje śpiewu. Czyżby w przyszłości czekał nas jakiś Mam Talent? Od października zaczyna lekcje języka egzotycznego, więc czekają mnie wycieczki do sąsiedniego miasta...

W pracy troszkę zmian. W oczekiwaniu na to kiedy NCK pójdzie na emeryturę działam niejako na dwóch biurkach, bo zastępuję taką jedną co to lada chwila urodzi. Nie jest łatwo. I serce boli, bo nie ogarniam wszystkiego tak jak bym chciała, ale rozdwoić się nie dam rady. Faktem jest, że szefostwo widzi i docenia.

Z racji zeszłorocznego powigilijnego zmęczenia matencji, która koniecznie chciała mieć wigilię u siebie (ale już dotarło do niej, że lata już nie te i siły też), a także z racjo nowego umeblowania, w wyniku którego mamy teraz STÓŁ i KRZESŁA, zdecydowaliśmy, że wigilia będzie u nas. Rodzinna wigilia ma być, więc Rodzice, Teściostwo, my i moje rodzeństwo, które już zapowiedziało, że owszem przyjedzie, ale później, bo swoich teściów samych zostawić nie może. Wigilia już zaplanowana jest na 18.00. Hmmm...

Myślę, że jak już się zrobi bardziej jesiennie to mnie tu będzie bardziej ciągnęło, a teraz póki co przyzwoitość każe mi się odezwać, a nie potrzeba pisania na blogu. A zatem do kolejnego przeczytania, moi drodzy. Bo to, że nie piszę to nie znaczy, że nie zaglądam i nie czytam. :-)