na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
środa, 05 września 2018

03.08.2018

I tak to... upalnie.
Najpierw zaległości w pigułce.
Nowy związek Małej/Młodej kwitnie. Podziwiam ją za to, że potrafi ze mną tak szczerze rozmawiać, bo ja na przykład od zawsze miałam blokadę i nie potrafiłam tak z matencją na każdy temat, tak szczerze do bólu.

05.09.2018

Sto lat mnie tu nie było. To co wyżej zaczęłam miesiąc temu i jak widać nie było mi dane dokończyć.
Najpierw zaległości:
Wakacje rowerowe w tym roku w pełnym tego słowa znaczeniu. Udane, takie jak być powinny. nie pozabijaliśmy się, a wręcz na odwrót, było naprawdę fajnie. Aż chciałoby się powtórki. Zrobiliśmy sporo kilometrów na rowerze, blisko 400. Niestety po powrocie odezwało się moje kolanko i mam problem z bieganiem. Konkretnie rzecz biorąc to problemu nie mam, bo nie biegam ;-)

Mała ma się dobrze, nowy związek się rozwija, a ja na wszelki wypadek nie przyzwyczajam się do nowego Kawalera :-)

Młody, cóż... Zgryza mamy z Młodym, z jego Panną... Nawet nie wiem od czego zacząć... Chyba od tego, że już na sto procent stracił u nas wiarygodność, bo dozuje nam "perełki" informacyjne, przemilcza istotne informacje, kłamie...

Nie chcę tu snuć szczegółowych opowieści dotyczącej jej układów rodzinnych. Powiem tylko nie jest fajnie. Z perspektywy czasu sam Młody widzi, że wszystkie nasze przypuszczenia się potwierdzają.  On sam zakochany po uszy, chce być z nią i tylko z nią. A my powiem szczerze odetchniemy kiedy tylko ten związek się zakończy. A niestety nie wiem czy ten moment kiedyś nastąpi, ale bardzo na to liczę. Wiem, to okrutne. Już dwa razy z nim zrywała, oczywiście zawsze w trosce o jego dobro, bo nie chce go obciążać i takie tam inne dyrdymały, to może w końcu się rozejdą.

Angażując się w związek z Panną Młody sam się skazuje na obciążenia wynikające z jej sytuacji rodzinnej, materialnej i każdej innej. Możemy tylko na spokojnie snuć wizje ich przyszłości, z garbem w postaci rodziców bez stałych dochodów i jakichkolwiek widoków na przyszłość, z emocjonalnym uzależnieniem Panny od rodziców, podejściem do życia takim a nie innym.

Najbardziej boli mnie/nas to, że na chwilę obecną doprowadził do sytuacji gdy on nam coś mówi, opowiada, a my sami nie wiemy czy to prawda, jaka ta prawda jest, czy za chwilę nie okaże się, że wyjdą na jaw dodatkowe okoliczności itp. Zawsze mu powtarzam, że ma mówić prawdę, najgorszą, ale prawdę. On za każdym razem potwierdza, potakuje, obiecuje, a za chwilę okazuje się, że i tak ma to wszystko w głębokim poważaniu, bo nic się nie zmienia. Serce boli. A my bezsilni.

Na chwile obecną z niewypowiedzianych słów czuję, że chcąc za wszelką cenę pomóc Pannie, najchętniej wprowadziłby ją do naszego mieszkania. Niestety na to nie dostanie naszej zgody. Zresztą powiedziałam mu, że jak Panna ochłonie, emocje opadną, to na bank pogodzi się z rodzicami, nie odetnie pępowiny, a on sam będzie tym złym.

Małe dzieci, mały kłopot...