na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
czwartek, 30 października 2008
Mieszkanie już wypanelowane. Graty już stoją na miejscach sobie właściwych. Teraz jeszcze tylko wszystko to odgruzować... I jest gites!!!
poniedziałek, 27 października 2008
Jutro odbieramy panele. Jutro demolujemy pokoje. Aż się boję... Sama tego chciałam.

Jestem po piątkowej branżowej imprezce. Pobalowałam i to ostro. Umierałam całą sobotę, po prostu ze zmęczenia :-) Imprezka była całkiem ok. W uszach jeszcze brzmią mi słowa wypowiedziane przez v.i.p.-a. Zapewne on nie zna powiedzenia "jest to cnota nad cnotami...". Swoją drogą, mnie też by się przydało, a raczej przede wszystkim to właśnie ja powinnam dostać ochrzantus, solidny. Niby zaplusowałam, ale ogólny bilans moim zdaniem jest na minus. Nie mogę, nie chcę się wypowiedzieć bardziej szczegółowo. I tak swoje wiem :-)))
poniedziałek, 20 października 2008
Jakiś czas temu zaliczyliśmy wycieczkę do Wrocławia. Piękny jest Wrocław. Bardzo mi się podoba, bardziej chyba niż przereklamowany Kraków. Zrobiliśmy całe mnóstwo zdjęć, ale cały czas zapominam, żeby tu cokolwiek wrzucić.
Od dziś zaglądam do Was przez nowego dostawcę usług internetowych, mam nadzieję, że w dalszym ciągu będzie OK, bo póki co hula jak burza.
Szykujemy się do mini-remontu w naszym mieszkaniu. Zdecydowaliśmy się wymienić resztę podłóg. Aż się boję tego, co będzie...
Mam tyle zaległych spotkań, tyle zaległych rzeczy do zrobienia, sama nie wiem jak podołam... Pewnie nie podołam, ani się obejrzę będzie grudzień, święta, nowy rok i tyle.
Rok akademicki w praktyce póki co nie jest taki zły. Rozpoczął się bardzo przyzwoicie :-)
popisałabym może trochę jeszcze, ale buźka mi się drze do ziewania i powieki same opadają. Dobranoc.
niedziela, 19 października 2008
...sto lat już nie byłam na poczcie, dziś zajrzałam i znalazłam wygasły już kluczyk do bloga:-(
Czy mogę prosić raz jeszcze? ...
środa, 15 października 2008
Jest numerowana notka czyli wszystko w normie :-)

Zaległości...
Najpierw inauguracja roku akademickiego. Wykład i wspólne posiedzonko w knajpce. Było miło.
Grzyby w piątek już od rana... na drugi dzień też grzyby...  I w sobotę wieczorem byłam ledwo żywa, SZM też, sama nie wiem jakim to cudem znajomym udało się nas namówić na wycieczkę niedzielną. Kilka już razy wybieraliśmy się do Wrocławia, nigdy plan nie wypalił. A tu proszę, wieczorkiem telefon i rano wyjazd. Pogoda była super. Wycieczka udana. Naprawdę. Takie nieplanowane imprezy są chyba najlepsze.
Wczoraj wyjazd do WojewódzkiegoMiasta do specjalisty z Małą do kontroli. Za każdym razem kiedy przebijam się przez WojwódzkieMiasto jestem pełna podziwu dla SZM, który musi tak codziennie. Podziwiam go, że po powrocie z pola walki na drodze jeszcze mu się cokolwiek chce :-)
Ponieważ szykujemy się do małego (nawet rzekłabym że całkiem sporego) remontu uznałam, że czas wziąć się za przygotowania. Efekt? Cała sterta różnych, różnistych rzeczy czeka do opracowania na Allegro. Prasowanie też czeka, nawet rośnie, nie tylko czeka :-)
Mlody ma chyba "motylki w brzuchu", biega na spotkania z jakąś panną. Taki super aktywny się zrobił, hormony dają o sobie znać w pozytywnym tego słowa znaczeniu, oczywiście:-)
Mała przyzwyczajona do bycia piątkowoszóstkową uczennicą właśnie dostała szlaban na oglądanie TV. Przyniosła druga trójkę. Szlaban ma nie za trójkę, a za to, że twierdzi, że ona się nie musi uczyć, że jej wystarczy to, co na lekcji.  TV włącza zaraz po przyjściu ze szkoły i nie mogę dac sobie rady z tą piekielną machiną. Jest jak członek rodziny. Mamy ich w domu trojkę. Nie jestem w stanie spacyfikowac rodzinki, sprawić, żeby się nie uzależniała od TV. Mało tego - rozszerzyli nam liczbę kanałów, więc umarł w butach :-(
Słowem czeka mnie mozolne kontrolowanie lekcji, dyktanda i odpytywanie. Dajcie mi trochę wytrwałości, a nade wszystko cierpliwości...
wtorek, 14 października 2008
chcialoby sie popisac, ale mi tu caly czas wyje, ze znalazlo wirusa...
środa, 08 października 2008
Ewoluuję. Tak.
Stwierdziłam, że czas ocieplić mój wizerunek. Że wyższy obcas i trochę kobiecości mi nie zaszkodzi. Że będę się w tym dobrze czuła.  Na początek zakupiłam sobie szal, długi szeroki, który można albo jaki szal na szyję, albo szal na ramiona. Kupowałam z myślą o ramionach, ale się jakoś nie złożyło, póki co noszę jako zwykły szal szyjowy:-)
Nawet upatrzyłam sobie buty. Zamszowe wysokie kozaczki na pięknym eleganckim obcasie, otulające nogę, sprawiające wrażenie, że noga jest smukła, wręcz seksowna. Cud-miód. Im bardziej o nich myślałam, tym bardziej mi się podobały. Zrobiłam błąd, bo ich nie przymierzyłam. Będąc drugi raz w sklepie zebrałam się w sobie z zamiarem, że jak będą OK to je biorę. I co? Pstro! Nie zapnę ich na mojej wcale nie smukłej łydce. I tyle!
Ocieplanie wizerunku polega również na tym, że ostatnio chadzam do pracy w butach na obcasie, tzn. na koturnie, ale zawsze to jednak na podwyższeniu:-) Przypomniałam sobie, że mam całą masę dodatków w postaci korali, kolczyków i innych duperel. Nie tylko przypomniałam sobie - ja je noszę czasem nawet!
Jeżeli będę zaczynać dzień od wykonania pełnego makijażu i chwili zastanowienia nad wyborem kolczyków i wisiorka to już moim zdaniem będzie pełna przemiana Anonimki. Zastanawiam się czy brak mi genu kobiecego, czy też zwyciężą lenistwo. A może jaki inny aspekt psychologiczny. Ubraniem wyrażamy siebie. Nie lubię ubierać się tak, by zwracać uwagę na siebie, nie lubię być w centrum uwagi, nie lubię być kontrowersyjna, lubię być bezpieczna, stonowana, akuratna. Szara, bylejaka, niewyróżniająca się z tłumu? Aż tak to chyba nie...



poniedziałek, 06 października 2008
Coś takiego siedzi we mnie, że lubię posiedzieć wieczorem, późnym wieczorem. Rano mści się to na mnie z procentem, ale jakoś nie potrafię o to zawalczyć. Obiecuję sobie co jakiś czas, że koniec z późnym chodzeniem spać, ale nic mi z tego nie wychodzi. Muszę wziąć się w garść, bo źle z moją koncentracją, pamięcią. Naprawdę zaczynam się martwić...

Rodzice nawiedzili nas dzisiaj w błyskawicznych odwiedzinach, które trwały w porywach do jednej godziny. Nie wiem ile razy iskrzyło, ale nie zwracam na to uwagi, a raczej wręcz przeciwnie, zagajam, udaję że nie widzę co się dzieje, nie słyszę pretensji w głosie, odpowiedniego tonu itp. We wrześniu mieli rocznicę ślubu. 42. Przemilczałam. Niech myślą że zapomniałam. Nie wiem czy ten układ, który jest teraz to powód do świętowania. Chyba za wytrwałość dla obojga.

Ojciec i matencja twierdzą, że Młody jest bardzo zestresowany przez nas, że nie znają innego tak zestresowanego dziecka. Coś w tym jest. Wiem o tym. Usiłuję wypracować dobre stosunki między nami, ale SZM jest oporny. Nie mam pojęcia z czego to wynika. On nie miał ojca, ojciec zginął gdy SZM miał 9 lat. Nie ma wzorca. Pisałam to już niejednokrotnie. Mam wrażenie, że SZM nie lubi Młodego. Zapewne go kocha, ale nie potrafi mu tego okazać. Potrafi tylko strofować, wymagać i równać do pionu. Nie zdarza się to notorycznie, raczej rzadko, ale nie jest to sporadyczne.  Nie ma dla swojego syna szacunku. Boję się, że kiedyś Mlody odpłaci mu pięknym za nadobne. A może to ja jestem przewrażliwiona...
piątek, 03 października 2008
Godziny przesiedziane przy komputerze w  poszukiwaniu właściwego modelu zaprocentowały. Poszukiwania idealnej ceny też zaowocowały. Mało tego, stary model udało mi się sprzedać (vivat Allegro!). A nowa jeszcze pachnąca świeżością jest do pooglądania TAM :-) Nieplanowany to zakup, ale całkiem fajny.
Za tydzień początek roku akademickiego. Trochę się boję. Nie tego, że nie dam rady, ale tego, że tempo będzie ostre, że nauki sporo, że czasu mi braknie i tego, że będzie mi to w zawodowym życiu kompletnie nieprzydatne. Ostatnia sprawa to wielka niewiadoma, bo nigdy nie wiadomo co się w życiu zdarzy. Wiem. Szczerze mówiąc tak po cichu marzę sobie, że kiedyś coś, że może, ale to w sferze marzeń bardzo głębokich, odległych i skrywanych najgłębiej.
Trochę się działo, jak mnie tu nie było. Żadnych nagłych zwrotów akcji, nie,normalka po postu. Normalka aż do bólu.
Babskie spotkanie odbyło się calkiem niedawno, naładowałam akumultaory, fajnie było. Takie spotkania to jak sesja terapeutyczna. W większym gronie jak rozrywka, i to jaka, a małe kameralne grono skutkuje większą intymnością. Celowe wyizolowanie z towarzystwa jednej postaci, która trafiła do tego grona, niejako przez przypadek, żeby nie powiedziec koligacje rodzinne, trochę mnie zaskoczyło. Musi jednak być coś w tym, że nikomu jej nie brakowało.
SZM ma popracowe spotkanko z okazji branzowego święta. Poniewaz jest zmotoryzowany nie poimprezuje tak jak by zapewne chciał. Ale prawdziwa odlotowa impreza jeszcze przed nami :-)
Byłam ostatnio u matencji. Znowu robi generalne porządki. Tym razem jakoś tak odniosłam wrażenie, że jest taka wyciszona, nie wiem czy nie przesadzę jesli powiem, że miałam wrażenie, jakby sprzątała i robiła porządek po sobie. Brzmi to strasznie, ale tak było.