na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
środa, 28 października 2009
Gdzie ta piękna złota polska jesień, gdzie te barwne liście?
Mokro, chłodno, słotno, mgliście i do tego sennie. Rano jak w transie się ruszam. Zresztą nie tylko ja, moi współpracownicy również. Długie ciemne wieczory, pochmurne dni...

Nie lubię kiedy iskrzy na linii SZM - Młody.
Nie lubię kiedy SZM zachowuje się jak idiota. Każde zwrócenie uwagi z mojej strony niesie skutek wręcz odwrotny. Przyjęłam postawę obserwatora, nie odzywam się wcale. Jak sobie ułoży relacje z synem tak będzie miał. Jest duży i powinien odpowiadać za swoje czyny, postępowanie.
Mam wrażenie, że SZM jest zazdrosny o to, że Młody ma lepsza młodość niż on sam miał. Bo faktem jest, że SZM wesoło nie miał. Tata zmarł wcześnie, a dzieci wychowywała praktycznie babcia, bo mama po pierwsze pracowała, a po drugie nie była aż tak bardzo zainteresowana. SZM to młodszy braciszek dwóch siostrzyczek , więc chyba tak bardzo źle nie miał. Ale w mamy planach była przede wszystkim szybka edukacja i do pracy.
Inna sprawa, że jako uczeń SZM nie był gwiazdą, a wręcz odwrotnie, bo zdażyło mu się w szkole średniej powtarzać klasę, "bo nauczyciel był złośliwy" i sam fakt, że do matury nie przystępował, bo "inny taki powiedział, że i tak nie ma po co bo go obleje". Były wagary, złe oceny i cała reszta. Młody chyba nawet tego nie wie. Może to i lepiej...
SZM jest przyzwyczajony, że Młody zazwyczaj jest uległy, nie pyskuje, nie sprawia problemów po prostu. Do tego całkiem dopiero niedawno SZM zaczął traktować Młodego z szacunkiem. Jak partnera. A i to nie zawsze, a raczej rzadko...

Ech, nawet pisać mi się tego nie chce. Tyle razy już przerabiałam ten temat.


poniedziałek, 26 października 2009
Zmiana czasu działa na mnie bardzo negatywnie.
Obudziłam się jak zwykle na dźwięk dzwonka w komórce, jak zwykle o 6 rano, jak zwykle potem jeszcze drzemałam 15 minut co chwilkę zerkając na komórkę czy aby na pewno nie zaspałam i jak zwykle w końcu o 6.20 zwlokłam ciałko do toalety, a potem już w drodze do łazienki usłyszałam jak SZM informuje mnie zaspanym głosem, że mam chyba nieprzestawioną komórkę, bo dopiero jest po piatej. No szlag by to! Nie dość, że się człowiek zbudził, nerwowo drzemał nasłuchując jak zając w kapuście, to jeszcze w momencie gdy się już zwlókł to się dowiedział, że niepotrzebnie.

Weekend imprezowy dla naszej rodzinki, dla nas, rzec by można. Najpierw sobotni wypad do klubu w miłym towarzystwie, potem sobotnie matencjowe imieninowe party, a dziś jeszcze urodziny, a u teściostwa. Jutro mam już szczera nadzieję, że spokój i norma będzie.

Się mi przytyło i sie trzeba wziąć w garść. Tragedia normalnie! Tym razem bez zaawansowanej farmacji. Wspomogę się tylko błonnikiem, ewentualnie chromem, bo słodycze zżerają mnie na potęgę.

środa, 21 października 2009
Chciałam se trochę popitolić o jakichś głupotach egzystencjalnych, ale jak wpadłam do Iksińskiej i jak poczytałam co się tam u niej dzieje, to moje smutasy-przydupasy są po prostu śmieszne i irracjonalne.


poniedziałek, 19 października 2009
Dojrzałam.
Jeżeli po raz kolejny jestem w stanie powiedzieć matencji prosto z mostu łagodnym tonem, że nie jestem w nastroju do wysłuchiwania jej opinii na temat taki to a taki (zazwyczaj dotyczy nas, SZM, mnie lub dzieci) to uważam, że stałam się dojrzała. Jestem z siebie dumna, że potrafię.

...i szlag mnie jasny trafia, że ona takie rzeczy wygaduje!


piątek, 16 października 2009
Żal mi faceta. Nie znam dokładnie sytuacji, nie znam zony, nie znam dzieci, nawet śmiem twierdzić, że niezbyt dobrze znam kolegę. Żona pracuje za granicą. W kraju został tata, czyli kolega z dwiema córkami, prawie dorosłymi. I okazuje się, że nie dość że nie ma kontaktu z dziewczynami, że wszystko na jego głowie, to jeszcze z tego co mówi małżeństwo sypie mu się na maxa.
Niezbyt wesołe to było imprezowanie. Nawet całe multum komplementów z jego ust pod naszym adresem nie poprawilo nastroju, bo jakos tak człowiek się czuł winny, że u nas jest ok, a u niego jednak nie.
SzM z kolegą świętuje sobie. Firmowe święto. Siedzą w kuchni, SZM działa, a kolega użala się nad sobą, jak to jemu nic nie wychodzi, jaki to on sierotek i w ogole. Fakt, że ma niełatwo. Żona za granicą, a on sam z córkami nastolatkami. Praca, dom, itp. SZM pewnie się dowartościuje, bo kolega co chwilę zachwala SZM i jego zdolności :-))) Świetnie się ich słucha. Obu.
A Finlandia na stole pustoszeje w zastraszającym tempie... Za chwilkę zawołaja mnie na kolacyjkę.
O! już wołają...
...no to lecę na karczuś z grilla w wykonaniu SZM. Pyszotka!
czwartek, 15 października 2009
...co do Mireny zdecydowałam, że póki co dokończę zlecona kurację, stwierdzę, że wszystko jest OK, dobrze się czuję i nie mam żadnych sensacji i dopiero potem zdecyduję się na owa Mirenę.
Po pierwsze minie trochę czasu, więc uzbieram kasiorkę.
Po drugie z tego co podczytałam na temat Mireny ostrożnie z tamponami więc zużyję zakupione ostatnio gigantyczne pudełko OB.
Po trzecie w przypadku jakichkolwiek nieprawidłowości będę mieć stuprocentową pewność, że to od Mireny, a nie od kuracji.
Najbardziej boję się tego, że wydam kasę i się okaże że źle reaguję na ten specyfik.
z tego co czytałam to sam cud-miód i orzeszki, ale drogi, qrcze, drogi...

wtorek, 13 października 2009
U gina OK. Zachęca do spiralki Mirena czy jakoś tak. Gigantyczna kasiora, ale podobno warto. Któraś z Was ma doświadczenia w tej delikatnej materii?

Poza tym właśnie piję sobie czerwone winko z tytułu uniknięcia zabiegu. Wasze zdrówko!

poniedziałek, 12 października 2009
Znowu nowy tydzień, czas biegnie jak oszalały. Tak mi przemknął poprzedni tydzień, że mam wrażenie, że ledwie mrugnęłam okiem. Niestety najbliższy weekend spędzę w ławce szkolnej i aż mnie głowa boli jak tylko sobie o tym pomyślę. Ciężki rok szkolny przed nami. Młody maturzysta i ja pisząca pracę mgr Już się boję i nawet nie tyle o siebie co o niego. Jak mu pójdzie, co wybierze, czy mu się uda... Humanista, z zacięciem na prawo lub politologię. Nawet o tym nie myślę. Nie chcę go kierować, modyfikować mu planów, zważywszy na to, że te kierunki są na tapecie cały czas. Brak mi wiary w jego możliwości, ale nawet na głos tego nie mówię, muszę jeszcze popracowac nad SZM, żeby nie przyszło mu do głowy wątpić na głos, a jak go znam jest to możliwe :-)
Jutro kontrolna wizyta u dowcipnego doktora. Mam szczerą nadzieję, że będzie ok.
Lecę oporządzić chałupkę, bo lada chwila SZM zawita w progi, a ja ze wszystkim w lesie...
czwartek, 08 października 2009
Muszę podzielić się z Wami tym dowcipem, po prostu muszę!

Szedł facet ulicą i zobaczył nowy sklep. Myśli sobie - wpadnę. Wita go miły, uśmiechnięty sprzedawca:
- Dzień dobry, w czym możemy panu pomoc, co chcialby pan kupic?
Facet sie zastanowił i mówi:
- Rekawiczki.
- To proszę podejść do tamtego działu.
Facet idzie do wskazanego działu i mówi:
- Potrzebuję rękawiczki..
- Zimowe czy letnie?
- Zimowe.
- To proszę przejść do następnego działu.
Facet poszedł:
- Dzień dobry, potrzebuję zimowe rękawiczki.
- Skórzane czy nie?
- Skórzane.
- To proszę podejść do działu następnego.
Facet poddenerwowany podchodzi do wskazanego stoiska:
- Chcę kupić zimowe, skórzane rękawiczki.
- Z klamerką czy bez?
- Z klamerką.
- Proszę podejść do następnego stoiska.
Facet już jest wkurzony, ale idzie nic nie mówiąc:
- Potrzebuję rekawiczki, zimowe, skórzane, z klamerką.
- Klamerka na zatrzask czy na rzepy?
- Na rzepy.
- Zapraszam do działu naprzeciwko.
Facet nie wytrzymuje i wrzeszczy:
- Proszę przestać nade mną się znecać, dajcie mi rękawiczki i pojdę sobie!
- Proszę pana, proszę nabrać cierpliwości, chcemy panu sprzedać
dokładnie takie rękawiczki, jakich pan potrzebuje.
Facet idzie dalej:
- Proszę o rękawiczki zimowe, skórzane, z klamerką na
rzepy.
- A jaki kolor?
Aż tu nagle otwierają się drzwi do sklepu, wchodzi facet z sedesem świeżo wyrwanym z podlogi, od ktorego
odstają kawałki glazury, niesie go na wyciągniętych rękach,
podchodzi do lady i krzyczy:
- Taki mam cholera sedes, a taką glazurę! Dupę juz wam wczoraj pokazalem, wiec sprzedajcie mi juz wreszcie jakis papier toaletowy!!!
 
1 , 2