na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
wtorek, 30 października 2012
Cały czas zadaję sobie pytanie - czy moja przesiadka pracowa to dobra decyzja? I na co mi to było...?
I sama nie wiem.
Faktem jest, że przesiadka jest spora, bo cały czas daleka byłam od tematów stricte finansowych i nawet w ramach oswajania nowego stanowiska N_C_K trzymała mnie z daleka i dopiero na wyraźne polecenie szefostwa N_C_K zaczęła mnie na poważnie wprowadzać w te klimaty i dlatego pocieszam się myślą, że w tematach finansowych poruszam się dopiero od niedawna więc mam prawo nie ogarniać tematu.
Zdaję sobie sprawę, że ja bym to wszystko nieco inaczej zorganizowała i w żadnym wypadku nie pracowała na tak zwaną ostatnią chwilę tak jak teraz robi to N_C_K.
Taka zmiana to szansa na spokojną samodzielną pracę, bez obciążeń fizycznych, a nie ma co tu kryć moja latka lecą.
Odpowiedzialność jest o niebo wyższa.
Kasiorka będzie wyższa, ale kokosów nie będzie, taka branża, więc zdziwienia nie ma ;-(
Lubię pracę biurową, lubię porządek w papierach, lubię pracować na własny rachunek.
Mam gigantycznego stracha o to, że nie ogarnę tematu i pozawalam mnóstwo rzeczy. Ale jestem zdyscyplinowana, porządna i rzetelna, więc myślę, że jak będę poukładana to już będzie nieco lepiej. Już teraz zdarza się, że inni pracownicy jak czegoś potrzebują to dzwonią do mnie a nie do N_C_K. Inna sprawa, że N_C_K nie ma opini dobrego pracownika i w zasadzie jeżeli nie zawalę czegoś w kwestii merytorycznej to na starcie jestem już lepsza.
No i nie mogę przecież zapomnieć o tym że jestem mądra, ważna i dobra, jak to mówili na szkoleniu :-) Więc powtarzam to sobie i powtarzam, niech działa, byle szybko!
poniedziałek, 29 października 2012
Jak tylko poczuję się mocniej w temacie pracowym to natychmiast z kąta wychodzi coś co zdecydowanie ukazuje moją przesiadkę pracową, a właściwie nie tyle przesiadkę co mnie, moją decyzję w świetle takim, że siąść i zapłakać. I mogę sobie powtarzać do us...ej śmierci, że jestem mądra, dobra i takie tam inne dyrdymały.
Nie ogarnę tego, potrzebuję nauczyciela z prawdziwego zdarzenia, a nie babki, która robi wszystko by zbyt jasno nie wytłumaczyć, żebym przypadkiem nie była mądrzejsza, żebym nie była zagrożeniem. I babce się nie dziwię, czuje się zagrożona. A ja niczym dziecko we mgle. A to są pieniądze, prawdziwe pieniądze. Szlag mnie jasny trafia na myśl o mojej niemocy. Nie ogarnę tych płac nigdy w życiu.
Miałam o sobie zbyt dobre mniemanie... I przerażenie mnie ogarnia na myśl, że zostanę z tym sama. Inna sprawa, że rok czekałam na to, by zobaczyć jak to wszystko lub prawie wszystko działa. I teraz po roku przyszedł moment, że w końcu widzę krok po kroku, bo do tej pory z d..y strony wszystko, byle tylko zaciemnić obraz. Och...

Doła mam.

Zasłużonego.

ostatni weekend szkoleniowo-wyjazdowy za mną. Było miło. Dowiedziałam się trochę o sobie, usiłowałam też nad sobą panować, nie wyrywać się do przodu, ale czasem to jest silniejsze ode mnie, i zła sama na siebie potem jestem. Za tę wyrywność. Kiedyś było gorzej, teraz już przystopowałam, ale tylko troszkę.
Zdaję sobie sprawę, z tego że jestem gadułą, że lubię pogadać, pomędrkować, pogrzać się w świetle reflektorów, ale tak na dobrą sprawę chciałabym być milczącym obserwatorem. Ale to wyrywanie się z komentarzem, żartem, puentą jest po prostu silniejsze ode mnie. Nikt nawet nie wie ile wysiłku kosztowało i kosztuje mnie wyciszenie siebie samej. Palnę coś i śmieją się, bo riposty bywają celne na ogół, ale zła jestem na siebie za tę wyrywność. Ech...
Etap wyjazdów szkolniowo-weekendowych zdecydowanie uważam za zamknięty, a było ich 15, z czego tylko dwa zamieniłam sobie sama na wyjazdy rekreacyjne zmieniając i kierunek i towarzystwo :-)
W tym roku jeszcze tylko rekreacyjny wyjazd w góry w listopadzie, takie rekreacyjne przed-Andrzejki, ale to już tylko czysta przyjemność :-)))
Młody
Udało mi się jakoś przekazać SZM komunikat, że moim zdaniem źle (to może zbyt ostre słowo) traktuje Młodego, że mam wrażenie, że go nie lubi. Oczywiście w rozmowie w cztery oczy, bez Młodego.
Rozmowa wynikła z faktu, że SZM o coś tam krytykował Młodego i w końcu na spokojnie powiedziałam co myślę, dodałam też, że zdaję sobie sprawę, że to drażliwy temat i pewnie się pokłócimy. Powiedziałam też coś w tym sensie, że SZM ma pecha że ma takiego syna, który nie spełnia jego oczekiwań, ale nie ma wyjścia i jakoś będzie musiał z tym żyć. I chcę żeby żeby wiedział, że Młody mi powiedział, że nawet jak wie że to właśnie on ma rację to woli się nie odzywać, bo tata się będzie znowu czepiał.
SZM z kolei mi powiedział, że szlag go jasny trafia, bo Młody na wszystko sobie bimba i tylko imprezuje, a do pracy licencjackiej póki co nie ma nic oprócz planu. Przeprowadziłam później rozmowę z Młodym i usiłowałam zdyscyplinować, nie wiem czy jakikolwiek skutek to osiągnie. Gdyby SZM wiedział, że nad Młodym wisi jeszcze zaległy egzamin...
No i od tej rozmowy z SZM mam wrażenie, że SZM przystopował, że zmienił swój stosunek do Młodego, na lepszy, luźniejszy, serdeczniejszy. Nie wiem tylko na jak długo...
Nie ma to moje Młode chłopię szczęścia do dziewczyn. Nie potrafi znaleźć tej drugiej połówki. Te, które się jemu spodobały nie są zainteresowane kontynuacją znajomości, a te, co by i może chciały, nie są brane pod uwagę. Może Młody ma zbyt wielkie oczekiwania, a może za mało luzu i ogłady towarzyskiej, może nie jest fajnym kompanem, może jest zbyt sztywny, za bardzo pozeruje, a może wyrobił sobie opinię brata-łaty, bo był czas gdy co i rusz jakaś/któraś mu się wypłakiwała w ramię, bo miała problemy z chłopakiem.
Nawet mu w żartach powiedziałam kiedyś, że jak tak dalej pójdzie to mu wszystkie kandydatki za mąż powychodzą.
Powiedziałam też, że jak ma inne preferencje to też go będziemy kochać, na co się oburzył, i... mam nadzieję, że oburzenie było spontaniczne i szczere :-)
Mała
sprawa jej domniemanego samobójstwa kategorycznie odeszła w mroki niepamięci, a razem z nim wrzuciłam tam sprawę netowej znajomości z tym "wiekowym" kolegą, w wieku Młodego znaczy się. I póki co udaję, że problemu nie ma... Aczkolwiek w ciągu ostatnich tygodni tyle razy w rozmowie z Małą padło imię męskie "Krzysiu", odmieniane we wszystkich przypadkach, i nie chodzi tu o netowego znajomego, a o kolegę z klasy, kolegę z krwi i kości, obdarzonego sympatią przez Małą, że trochę mi się serce w wkestii "wiekowego" kolegi uspokoiło. Nie wiem czy to dobrze czy nie... Muszę ją podpytać troszkę.
Pierwszy makijaż, a zarazem pierwsze wyjście, na zewnątrz czyli do Matencji, w pomalowanych (delikatnie!) oczach zaliczone. Ewidentny pęd do makijażu wyhamowałam, w myśl zasady, że co zakazane smakuje bardziej, mam nadzieję :-)
SZM
zastanawia(ł) się nad podjęciem studiów podyplomowych. Po skończeniu swoich żartowałam, że jak rodzina zacznie mi podsuwać ulotki z ofertami kolejnych studiów to powinnam zacząć myśleć, że coś jest nie tak, że coś im się nie podoba jak jestem w domu. Ale nie wzięłam pod uwagę opcji, że może SZM będzie chciał prysnąć z domu na studia :-) Póki co temat umarł. Ale nigdy nie wiadomo...
pracowo
mam za sobą caluteńki tydzień pracy razem z N_C_K na nowym przesiadkowym stanowisku. Ona daje radę, bo pokazuje co i jak, a ja chłonę wiedzę skwapliwie zapisując wszystko w magicznym notesiku :-) Zapisuję z dwóch powodów: dla swojej pamięci i jako ewentualny argument, że ona mi tłumaczyła, że A = B, a nie inaczej. Już raz się był taki argument przydał. Chcę wierzyć, że to nie było perfidne zagranie.
Podsumowując tydzień pracy - znowu jestem przerażona, że może nie ogarnę tematu, zwłaszcza gdy widzę jaki ogrom zaległości tam jest, a co i rusz wyskakuje jakiś królik z kapelusza.
Ale potem myślę sobie, że jak ogarnę temat, zaoram w końcu  ten ugór i posieję co nieco, to potem to już tylko kwestia regularnego podlewania i uprawiania. A poza tym chcę się tym zająć. I już!
rodzinnie
po pierwsze
wieść gminna niosła, że u Rodzeństwa rodzina się powiększy, ale wieść to z ust odległych i jakaś taka niesprawdzona. Wieść z takich ust, co to powołać się na nie w żadnym wypadku nie mogę, a zapytać Rodzeństwa wprost też nie, bo źródło przecieku z autoamatu bym zdradziła, a nie mogę, więc czekam...
Najpierw byłam w szoku, dalej jestem i dopóki nie dowiem się konkretów jeszcze długo będę. Szok, bo mają dwoje dzieci i na pewno nie planowali trzeciego. A są poukładani i zorganizowani do bólu więc nieplanowane dziecko to raczej dramat.
Czas pokaże.
po drugie
zdecydowaliśmy, że w tym roku rodzinna wigilia będzie u nas. Jeszcze nikgo nie zapraszam, nie ruszam temtu. Muszę najpierw porozmawiać z Rodzeństwem, jakie oni mają plany w tym względzie. Myślę, że Rodzeństwo zostanie ze swoim Teściostwem, albo po raz kolejny zdecyduje się na imprezę rodzinną pod swoim dachem (yes, yes!), ale póki nie porozmawiam wiedzieć nie będę. Póki co mam w planach mieć na Wigilli na pewno Matencję z Tatencjuszem plus Teściostwo plus my to już mamy 8 osób, a potem jeszcze jakby/gdyby Rodzeństwo to kolejne 4 osoby i zrobiłaby się gromadka 12 osobowa.
Taaak, Święta to jak zwykle, mój ulubiony czas.
Już się zaczyna czyli gdzie Wigilia, gdzie spędzimy pierwszy, a gdzie drugi dzień Świąt, kto kogo zaprasza, kto kogo nie zaprasza i dlaczego, a co komu na prezent, itp. Brrr!
moje dietowanie
walczę od tygodnia, jak zapowiadałam i póki co jest OK. Było 81, jest 77.
A szczegóły TAM, żeby nie zaśmiecać tego miejsca (jeśli oczywiście ktokolwiek ciekaw jest tych szczegółów) :-)



piątek, 19 października 2012
Jestem w domu sama. Samiuteńka. I jak dobrze mi z tym to tylko ja wiem!
SZM imprezuje pracowo. Młody pracuje, a potem imprezuje prywatnie. Mała póki co szaleje z koleżusią, jak się ściemni to ściągnie do domu. A ja wolna jak ptak i beztroska jak młody byczek! Sama!!!
Zaraz spakuję torbę wyjazdową na jutro i  zaliczę szybciutkie SPA w mojej łazience. No, może jeszcze zajrzę do Was w ekspresie,ale chyba nie, bo boję się, że jak zacznę to wsiąknę i to już nie będzie chwila :-)
Wiadomość dramatyczna - waga wskazuje 81 kg. W akcie rozpaczy wchłonęłam więc pudełko czekoladek i od poniedziałku zdecydowanie walczę. Od poniedziałku, żeby sobie nie utrudniać życia na wyjeździe. :-)
Zaliczyłam dzisiaj fajną pogawędkę z Małą i koleżusią. Pogawędka fajna, ale sama koleżusia jakoś mimo najszczerszych chęci nie przypada mi do gustu. Jest o wiele bardziej wyzwolona, za bardzo chyba do przodu. I chyba to raczej wynika z braku kontroli rodzicielskiej (mama na telefon, bo czasowo za granicą  pracuje, a tata z problemem alkoholowym więc chyba też nie taki jak być powinien), a nie z niej samej. Trudno mi to ująć w słowa, ale czuję takie coś.
W pracy N_C_K dzieli się wiedzą powoli, a ja uzbrajam się w cierpliwość i w duchu odliczam, oddycham i robię dobrą minę do tej gry. Od poniedziałku spędzam z nią więcej czasu niż dotychczas, a szefostwo urlopuje. Zobaczymy co się będzie działo.
...a pogoda u nas cudna!
czwartek, 18 października 2012
Ani się człowiek obejrzał i już ma przed sobą koniec tygodnia. Jutro SZM ma firmową imprezę integracyjną więc będę miała wieczór bez męża. Nie zdecydowałam się na organizację babskiej imprezy, bo w sobotę rano jadę na weekendowe warsztaty. To już chyba ostatni weekendowy wyjazd. Przynajmniej w ostatnim czasie. Jak podliczyłam w tym roku będzie to 15-sty weekend mojej nieobecności w domu. Trochę się najeździłam...
W listopadzie kończy się tez moje osobiste szkolenie, na które zapisałam się sama. I z jednej strony fajnie, bo jeżdżenie dwa razy w tygodniu na zajęcia jest męczące. A z drugiej żal. Czego? Możliwości rozwoju za unijną kasiorkę, więc bez specjalnych kosztów własnych. I tych wieczornych powrotów samochodem do domu. Baaardzo lubię wieczorem jechać do domu autem w charakterze kierowcy. Sama! Sama, bo SZM to niespełniony instruktor nauki jazdy i bardzo nie lubię z nim jeździć. Mam wrażenie, że tylko czeka na moje potknięcie, żeby móc mi zwrócić uwagę. Mnie to drażni i denerwuje więc z automatu robię błędy i kółko się zamyka. Ale jak jadę sama, nie ważne czy szybko czy wolno, jadę sobie sama, włączam muzyczkę i jest naprawdę gites.
W końcu zmobilizowałam się dzisiaj po pracy i na szybciora zarzuciłam farbę na włosy, bo one już pewnie zapomniały jaki mają mieć kolor. Zaliczyłam też w tym tygodniu wizytę u fryzjera. Nie zapeszam, bo dziewczyna ładna, apetyczna, młoda i pewnie będzie chciała mieć dziecko, a jak wiadomo jak już mi przypasi jakaś fryzjerka to z automatu zachodzi w ciążę, a ja szukam kolejnej fryzjerki :-(
Mała ostatnio wciąż opowiada o jakimś Krzysiu. Bo on to, tamto, śmo i owo, bo jest fajnym kolegą i bardzo go lubię. I faktycznie pewnie nie ma tam podtekstów sercowych, tylko przyjacielskie, żeby nie powiedzieć koleżeńskie.
Ostatnio strzeliliśmy sobie fajne wieczory filmowe. Zobaczyliśmy film, który okazał się być zupełnie czym innym niż się spodziewałam. Prometeusz, który mnie nie zachwycił, a którego skróciłabym jeszcze o jakieś pół godziny, bo trochę mi się ciągnął. I nieco wcześniej My name is Khan, który podobał mi się bardzo, bardzo, bardzo! I którego polecam szczerze zobaczyć! Serio!

środa, 17 października 2012
Podczas jednej z pracowych rozmów padł temat przedszkoli, adaptacji dzieci, opieki, pierwszego dnia w przedszkolu itp. I pomyślałam o moich dzieciach...
Mała, która karierę przedszkolaka rozpoczęła w wieku 2,5 lat, tak pokochała przedszkole, że nie chciała wracać do domu i prosiła żeby ją odebrać później. Nie uroniła ani pół łzy.
I Młody, który wstąpił do przedszkola jako pięciolatek. Pierwszy dzien bez problemu, za to płacz  był w drugim. I kolejnych też. Potem jeszcze sensacje żołądkowe. I to jak na początku każdego dnia zabierał ze sobą do domu poduszeczkę. Przeżywał to przedszkole bardzo. Bo on nie jest taki przebojowy jak Mała. Dusi w sobie wiele emocji. Taki jest do dzisiaj...
I tak sobie pomyślałam, że porównując moje macierzyństwo w kwestii matkowania Młodemu i matkowania Małej to gdy myślę o matkowaniu Młodemu to czuję coś w charakterze wstydu za siebie, za swoją niedojrzałość, za to jakie błędy popełniałam, jaką matką byłam. Nie potrafię sobie tak od razu przypomnieć momentów radosnych, nie mam w pamięci radosnej buzi mojego syna... Przypominają mi się tylko te, które moim skromnym zdaniem radosne nie były. I z których dumna nie jestem.
Radosne chwile wyciągam z zakamarków pamięci, a tak być chyba nie powinno, bo przecież kochałam i kocham go bardzo mocno. Pamiętam jak bardzo się bałam, że nie będę umiała podzielić mojej miłości matczynej między dwoje dzieci. Pamiętam to bardzo dobrze.
Zastanawiam się czy może to wpływ matencji, która wdrukowała mi do mózgu frazę, że Młody jest przez nas traktowany gorzej, że Małej więcej wolno itp.
...a może bardziej fakt, że ta ciąża nie była planowana, że to taki przyspieszacz terminu ślubu, bo ślub z września trzeba było przenieść na kwiecień :-)


poniedziałek, 15 października 2012
W zasadzie miałam nie pisac, bo jakoś tematu nie mam, ale jak się naczytałam co u Was to mi się wspomniał ten dzisiejszy moment, kiedy zrobiło mi się nieswojo, głupio i jakoś tak poczułam się winna. W pracy zadzwoniła do mnie na komórkę Matencja, a ja usiłowałam ją jak najszybciej spławić i widać robiłam to jakoś tak nie bardzo, bo N_C_K zapytała: a co to Pani tę mamę tak spławia? I pomyślałam, że może faktycznie przesadzam...
Faktem jest, że nie chcę w pracy prowadzić pogaduszek, nie chcę, by matencja przyzwyczaiła się do myśli, że mogę w pracy gadać ile wlezie (bo nie mogę), bo mi potem będzie częściej wydzwaniać, a tego nie chcę. Już udało mi się nauczyć ją myślenia, że po 22 to u nas ciemna noc i wszyscy śpią. Bo sama matencja chodzi spać ok. 1 w nocy i potrafiła mi z jakąś pierdołą zadzwonić o 23 albo i później. Raz, że jak o takiej porze dzwoni telefon to aż mnie trzęsie bo spodziewam się czegoś złego, a dwa, że po prostu chciałam mieć święty spokój. I udało mi się.

Dzisiaj zapaliła się czerwona lampka w kwestii mojej wagi, bo oczywiście nie odchudzam się, za to pochłaniam takie ilości słodyczy i ciasta, że sama byłabym zszokowana gdyby się okazało, że nie tyję. No więc tyję i teraz mam już chyba wagę prawie 80kg, jak nie więcej, przy wzroście 170cm. i nie piszcie mi proszę, że to dobre proporcje, że nie jest źle, bo ja wiem, że tak być nie powinno, muszę tylko przebudować swoje myślenie, przeprogramować całą siebie i w końcu zacząć na serio. a przynajmniej odciąć się od słodkiego :-)

Wczoraj nadejszła wiekopomna chwila i zagospodarowałam swój milusi telefonik w pliki audio. Mam wrzucone jakieś lekcje z ESKK angielskiego i francuskiego, i całkiem sporo fajnych piosenek i kawałków, jeszcze potrzebuję czasu, by móc z tego skorzystać :-)
Zakręcona jestem na punkcie francuskiego. Strasznie mi się podoba ten język. Znam angielski i cały czas się go uczę na własne prywatne osobiste życzenie, ale marzy mi się francuski...
Moja prywatna lista przebojów na dzisiaj (i tak już od sierpnia):
1. numero uno bezapelacyjne - TA-DAM!
2. i numero secundo (zwłaszcza od września) - TA-DAM!
3. i ostatnio jeszcze - TA-DAM!
Obcojęzyczne lekcje wzięłam sobie z TEGO miejsca ale pojęcia nie mam czy są cokolwiek warte :-)

...a tak w ogole to chciałam napisać, że jakoś tak gdzie się nie obejrzę to Paryż mi przed oczami miga. W gazetce Bon-prixu, na wystawie jakiejś sieciówki, w TV reklama Gatty - fajnie się ogląda :-)))
I jeszcze dodam szybko, że trochę chyba nie jestem normalna, bo wszyscy inni to się chwalili na potęgę, że jadą do tego Paryża, że byli, u kosmetyczki, fryzjera itp. a ja jak mysz pod miotłą, żeby nie myśleli, że się chwalę. Tak, wiedziałam, że coś ze mną jest nie tak. :-)

niedziela, 14 października 2012
Znowu siedzę po nocy, a obiecywałam sobie szybka cieplutką kąpiel po "Mam talent" i wczesne zaliczenie łóżka...
domowo
Oswoiłam przestrzeń w domu czyli zmieniłam pościel, ogarnęłam chałupkę, zrobiłam pranie, pozaglądałam do szafek, do których normalnie zaglądam rzadko, poprzekładałam buty, posegregowałam książki i jestem z siebie bardzo zadowolona :-)
Ksiązki już długo czekały na uporządkowanie. Szkolne książki SZM straciły na aktualności, bo technika wciąż idzie do przodu, szkolne moje wciąż są aktualne :-) Posegregowałam książki czytadła. Część zostaje część idzie do szkolnej biblioteki, a my zyskaliśmy troszkę przestrzeni :-)
Prawie-rodzinna zagraniczna wizyta zaliczona. Męcząca, ale na szczęście krótka, nawet krótsza niż normalnie.
SZM jeździ namiętnie na grzyby. Raz przywiezie więcej, a raz mniej. Na święta suszone grzyby już mamy! Usiłował wyciągnąć i mnie na te grzyby, ale jakoś mnie nie ciągnie. Dzisiaj ewidentnie wolałam sobie nadgonić porządki domowe niż uganiać się po lesie z koszykiem.
pracowo
Jeszcze tylko jutro i od poniedziałku znowu do pracy. Niefrasobliwa_Ciotka_Klotka jest niereformowalna. I do tego cwana. Niereformowalna w kwestii dyscypliny pracy i wszystkiego co się z pracą wiąże. Cwana, bo robi wszystko bylebym zbyt wiele nie zobaczyła. Czuję się tak jakbym jej tę wiedzę z gardła wyciągała. I poniekąd jej się nie dziwię, bo po ostatniej rozmowie z szefostwem zrozumiałam, że gdyby mogli to odsunęliby ją już, tu i teraz. Blokuje ich fakt, że nie mają zastępstwa. Wniosek z tego taki, że im szybciej ja to wszystko złapię tym szybciej oni ją odsuną. I źle się z tym czuję.

niedziela, 07 października 2012
Kuchnia raz jeszcze
Wpis tematyczny czyli jak to z moją kuchnią było :-)
Taa-dam! Proszę bardzo - na jednych to już kuchenna historia, na innych - stan aktualny. Kuchenka jest blokowa (nie mylić z bloxowa ;-)) czyli uroczo długa i wąska (wielkości spiżarni Iksińskiej).
Widok od strony przedpokoju:

 



i to samo pomieszczenie z drugiej strony (spod okna znaczy się):



i jeszcze takie tam eine-kleine-szczególiki, zbliżenia znaczy się:


stanowisko pod tytułem zmywak


punkt dowodzenia kucharza


super pojemne szuflady duże i małe


szafka typu cargo - moja ukochana :-)


a także wkłady na sztućce, co do których miałam naprawdę spore wątpliwości, ale okazały się być rewelacyjne.

...i specjalnie dla Iksińskiej nasz prywatny stolik pkp, który co prawda jest składany, ale my wolimy go w całej okazałości:



...a wszystko zaczęło się od próbki kolorów:



Koniec fotorelacji :-)




Aparat został szczęśliwie naprawiony. Ślad jest, ale na to coś wymyślę z serii wymówek z zakresu eksploatacji. Się zobaczy, się wymyśli...

Pracowo
Niefrasobliwa_Ciotka_Klotka została przez szefostwo bezpardonowo objechana i to w mojej obecności. Nagrabiła sobie czymś tam, a dodatkowo objechali ją za to, że kiepsko mnie wprowadza w arkana swojej działki. Wyszło tak jakbym poszła do szefostwa na skargę. A nie poszłam! Wyjaśniłam to N_C_K prosto z mostu zaraz po akcji szefostwa. Nie wiem czy uwierzyła. Atmosfera zrobiła się średnia. Pierwszy efekt - usiłowała zrobić na biurku porządek w tej stercie papierów, które zawsze ma przed sobą, które bez przerwy przekłada tu i tam i w których non-stop coś gubi. Usiłowała, co wcale nie znaczy, że zrobiła...
W pracy szykuje się tak zwana szeroko rozumiana impreza integracyjna. Nie lubię takich spędów, ale idę z tak zwanej poprawności politycznej. Nie wiem jak bardzo uda mi się zintegrować i z kim i czy w ogóle, bo moja stara dotychczasowa ekipa imprezą zainteresowana nie jest, a w nową ekipę się jeszcze nie wgryzłam. Ale chyba właśnie po to jest ta impreza... :-)

Domowo
Mała calutki tydzień spędziła w domu, bo złapało ją przeziębienie. Od poniedziałku wraca do szkoły, mam nadzieję, że na stałe, ale kto ją tam wie, jak jeszcze kaszle.
Młody zaczął rok akademicki. Sensacji nie ma :-)
Moje relacje z SZM - OK. I oby jak najdłużej :-)

Towarzysko a może bardziej emocjonalnie
Uroczystość pogrzebowa mamy jednej z koleżanek z ekipy tak zwanych babskich spotkań, wyzwoliła masę emocji. Im bardziej się starzeję tym szybciej płaczę, kiedyś takie chwile mnie nie ruszały, teraz broda sama mi się trzęsie. Pewnie dlatego, że stojąc w kaplicy, czy to na cmentarzu najpierw sobie myślę, że jak przyjdzie ten czas gdy moja matencja oczy zamknie to ja też będę tak jak ona, ta koleżanka... a zaraz potem myślę, że jak ja sama oczy zamknę to moje dzieci też będą tak jak ona...
No i łzy same płyną...

Rodzinnie
Niespodziewana wizyta góralskich kuzynek SZM zaliczona. Było naprawdę miło i sympatycznie :-)

Studencko
czyli - towarzyskie spotkanie babskie celem wypicia toastu za obronę i uporania się z tą podyplomówką. Może będą kolejne spotkania? Mam już w grafiku babskie spotkania tradycyjne moje z koleżankami, które znam od lat. Po skończeniu studiów i uzyskaniu mgr doszły spotkania ekipy studenckiej. Teraz dojdą spotkania ekipy podyplomówkowej. Braknie mi czasu na wszystkie :-)
 
1 , 2