na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
niedziela, 26 października 2014

Mężu wrócił. Tyle miałam planów na ten samotny weekend, tyle chciałam zrobić... Pozostało uczucie niespełnienia, niedosytu... Z drugiej jednak strony tak mi było nieswojo z tą wiedzą, że on gdzieś tam jest daleko, a nie w domu.
Koleżanka ciągnie mnie na zajęcia jogi. Sama nie wiem... Cokolwiek bym musiała zacząć robić ze sobą, bo źle się czuję taka zgnuśniała i coraz grubsza, cięższa i nieruchawa. Och...

Jestem słomianą wdową. SZM w delegacji. Jutro wraca.

Zaległości, czyli migawki:

Tak zwany duży pokój umeblowany, a dawny pokoik komputerowy zamieniony w garderobę. Życie ułatwione, ale moje swobodne przesiadywanie przy necie poszło się lotać. I z jednej strony mi żal, a z drugiej chyba jednak aż tak bardzo to nie...
Zachodzi konieczność remontu łazienki. Toaleta już jest z lekka rozkopana przez panów magików z ekipy pogotowia technicznego. Łazienkę rozkopiemy sobie sami. Niestety finansowo nie jesteśmy przygotowani na taki remont. Coś trzeba zdecydować, czyli czy robimy tylko tyle co trzeba na już i pakujemy troszkę kasy w takie roboty, które spowodują, że w przyszłości i tak trzeba będzie się przygotować do remontu, ale na tu i teraz do wydania będzie mniej; czy od razu idziemy w kompletny remont. A coś zrobić musimy, bo zalewamy sąsiadkę.

Miasto 44 - polecam, bo warto. Reakcja Małej bardzo emocjonalna.

Bogowie - obejrzani w ramach babskiego wyjścia z Małą :-) - też polecam. Niesamowita postać z tego Religi. Po seansie pani siedząca obok nas ze wzruszeniem powiedziała nam, że właśnie dzięki niemu (Relidze) rok temu ona i jej mąż mieli w Zabrzu operacje serca.

Praca, hmmm... sama nie wiem. Zmęczona jestem całą tą sytuacją. N_C_K nie ma czasu pracować, więcej jej nie ma w biurze niż jest. A jak już się zdarzy, że jest w zasięgu mojego wzroku to buzia jej się nie zamyka. A jak biorę się za konkretną robotę i oczekuję pomocy to słyszę, że jej się robi słabo, źle, niedobrze, i ona zupełnie nie wie dlaczego, ale chyba musi wyjść na powietrze, bo inaczej nie da rady. Mówię Wam ukrytej kamery mi trzeba, bo nikt mi nie uwierzy, że tak się dzieje naprawdę. I tak ma być jeszcze caluteńki rok... Umrę, albo zeświruję. No chyba, że mi się uleje i pewnego dnia nie wytrzymam, wybuchnę i wyrzucę z siebie wszystko to, co mi leży na sercu. Ale tego jednak chciałabym uniknąć :-)

Wczorajszy wieczór z koleżanką wydłużył się prawie że do białego rana, więc teraz to mi się oczy zamykają same. Na szczęście jutro śpimy godzinę dłużej. Zawsze to lepiej dłużej niż w drugą stronę...


Tyle mysli chciałam przelać na klawiaturę, a jak przyszło co do czego to na dobrą sprawę sama nie wiem o czym pisać...