na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
piątek, 26 października 2018

Kontrolna wizyta u specjalisty od moich żył wykazała, że wszystko jest ok. Specmen powiedział "rzadko się zdarza by tak szybko żyła zniknęła". Czy jest gites, ale pończochę uciskową czyli kompresyjną nosić trzeba. Uznałam, że wytrzymam i mimo, że jak powiedział mogę sobie czasem od niej odpocząć, to postanawiam póki co trzymać się wcześniejszych wytycznych. A jak wszystko pójdzie OK to za tydzień druga noga. Tak z rozpędu. Zrobić co trzeba i móc powiedzieć jest ok, sytuacja opanowana.

Wzięłam się za zaległą domową papierkową robotę i teraz spać mi się nie chce. Ale od tygodnia mnie to męczyło i w końcu dzisiaj opanowałam temat. Uf...

Ale teraz to już idę spać, bo jutro nie wstanę.

piątek, 19 października 2018

I już! Przeżyłam, nie było xźe, a nawet było dobrze. Nie bolało. A co się nastresowałam to moje :-) Teraz pończocha kompresyjna przez 4 tygodnie, a za tydzień kontrola. Zabieg szybki, bo wszystko razem czyli przygotowanie, instruktaż po i sam zabieg, zamknęło się chyba w 40 minut. Druga noga będzie robiona inną metodą, bo nie jest w takim kiepskim stanie. No i mam nadzieję, że koszty drugiej nogi będą zdecydowanie niższe. Serce boli gdy sobie pomyślę, że co miesiąc z mojej pensji idzie kasa do ZUS, a jak przyjdzie co do czego to się okazuje, że takich zabiegów NFZ nie refunduje. A podejrzewam, że jakby tak podsumować zwykłą operację szydełkową plus wszystkie procedury i koszty z nią związane to wyszłoby pewnie mniej, albo nawet tyle samo. A komfort pacjenta nieporównywalny.

Dziękuję za trzymanie kciukasów :-)

czwartek, 18 października 2018

Nie mam weny. Chciałam cokolwiek, ale nie mam pomysłu. bo przecież nic nowego, nic się nie zmienia. Stara bieda jak to się mawia. I dobrze, że nie nowa :-)

Dzisiaj idę na zabieg robiący porządek z moimi żylakami. Bo jestem posiadaczką takich. Hoduje je na jednej nodze jeszcze od czasu ciąży z Młodym, a na drugiej nodze jakoś tak w międzyczasie się wyhodowały same. Jedna noga jest wizualnie gorsza, a jak się okazało po magicznym badaniu, w stanie lepszym. Napatrzywszy się na Matencję doszłam do wniosku, że czas zrobić porządek póki jestem jeszcze względnie młoda. Fiuu... ależ to brzmi ;-) No i dzisiaj właśnie idę na taki nowoczesny zabieg na tej nodze co to niby wygląda lepiej, a w środku jak się okazuje nie jest tak fajnie. Uprasza się o trzymanie kciukasow. :-)

środa, 03 października 2018

Jesień... wierzyć mi się nie chce, że ten czas tak szybko zapinkala.
Mala zaczęła rok akademicki. Tamten zakończyła kampanią wrzesniową z jednego przedmiotu, a poza tym ok. kierunek jej się podoba. Poza tym jest w dalszym ciągu zapaloną harcerką, która właśnie została drużynową. Ona sama mówi, że nic się nie zmienia, bo robi dokładnie to co wcześniej, ale teraz zostało to sformalizowane. Jako matka stara harcerka moge powiedziec, że jestem dumna, że udało mi się zaszczepić w dzieciach harcerstwo. Młody przerobił etap wodniacki, co się nażeglował to jego.
Młody przeżywał kryzysy pracowe. Niby jest już fajnie i ok , ale i tak będzie szukał czegoś nowego lepszego, w myśl zasady, że gdy dostaniesz dobrą pracę to zaraz zaczynaj szukać lepszej. Na razie póki co do końca października ma umowę na czas próbną, zobaczymy czy mu przedłużą. Nauczona doświadczeniem nie jestem już niczego pewna.
Uwiera mnie ten jego brak wiarygodności. On sam zdaje sobie z tego sprawę, ale cóż sam sobie zapracował na to byśmy tak go traktowali. Nie, nie umilamy mu życia, ale ma świadomość, że to co nam mówi zawsze bierzemy z dużym marginesem. Straszne to jest dla mnie jako matki, nie móc powiedzieć, wiem że było dokładnie tak jak mówi mój syn. Za to Mała jest szczera aż do bólu. Jest szczera ale i otwarta, a Młody od zawsze był bardziej zamknięty i wycofany. A z czasem nabrał maniery upiększania i wybielania. Jak na niego patrzę i go słucham to mam przed oczami Tatencjusza. Ten też wszystko koloryzuje. Ponieważ otoczenie od zawsze mi mówiło, że ze mnie cały tata, chcąc uniknąć opinii ubarwiacza opowieści doprowadziłam do tego, że mam po prostu schizę na tym punkcie.
Rowerowe wakacje odbijają mi się czkawką do dzisiaj, bo wciąż mam problem z kolanem. Mimo wszystko jednak zaliczyłam fantastyczną imprezę biegową w Krynicy. To był mój trzeci Festiwal Biegowy. Nie wiem jednak czy za rok zdecyduję się na ponowny udział. Z drugiej jednak strony - czemu nie? Hamuje mnie fakt, że większość biegów jest dla prawdziwych bardziej lub mniej hardcorowców, a ja do takich nie należę. Nawet nie zwiększam dystansu ponad 10 km. A po Krynicy ciąg dalszy przymusowej pauzy w bieganiu. Nieśmiało i delikatnie zaliczyłam ostatnio dwa treningi. Pauza biegowa skutkuje zwiększoną ilościa wolnego czasu, nigdzie się nie spieszę, nie spinam. Ale czas wrócić do starego rytmu.
Byliśmy w kinie, na TYM filmie. Kino oblężone, sale pełne, kolejka do wejścia na seans. Mocny film, niejednoznaczny i daje do myślenia. Polecam.
Zaliczyliśmy też w międzyczasie tak zwanym imprezę rodzinną u mojego rodzeństwa. Zal, że widujemy się tylko z okazji. Normalnych kontaktów prawie lub wcale nie ma. Z początkiem roku postanowiłam coś z tym zrobić, wprosiliśmy się na kawę, na takie niezobowiązujące odwiedziny. Rewizyty do dnia dzisiejszego nie było. Umierają nam stosunki rodzinne. Z rodzeństwem SZM również. Boleję nad tym bardzo, ale nic nie robię w tym temacie. Jedna siostrunia nie jest lubiana przez SZM więc taka sytuacja to norma, a druga... Nie mogę go do nich wyciągnąć, bo zawsze coś ma w planie, albo po prostu mu się nie chce.
Sezon grzybowy rozpoczęliśmy w zeszłym tygodniu, ale powiem szczerze kiepsko było, bo bardzo sucho. Pojechaliśmy w nasze miejsca, gdzie zazwyczaj zbieramy, ale tym razem echo... Przywieźliśmy z 10-12 podgrzybków, ale to malizna była, ot tak na otarcie łez.

I jeszcze jedna refleksja ku pamięci... nie chcę wchodzić w szczegóły, żeby nie zagłębiać się w opisy.
Straszne to jest gdy mąż odchodzi, umiera nagle. Człowiek jest bezsilny w obliczu śmierci. Wiem, nic nowego, ale chyba dzięki temu czego byłam, jestem świadkiem, bardziej doceniam to, co mam.