na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze

remont kuchni

piątek, 18 maja 2012
...szukam i szukam fotek mojej kuchni sprzed remontu i znalazłam tylko jakieś zabytki, ale niech będą, w końcu do marca 2012 aż tak wiele się nie zmieniało :-)
Tak wyglądało od strony przedpokoju, ta fotka jest z 2009 roku:



Gdyby ktoś z Was nie zauważył to dodam, że kuchnia jest wąska, długa, ma się wrażenie, że koniec jest tam gdzieś daleko, a lodówka stoi w najmniej odpowiednim miejscu, prawie na środku. Zresztą plan sytuacyjny był w tamtym wpisie :-)
Teraz to już historia :-)))


super-szuflady



i moje/nasze ukochane cargo :-)

Zdjęcia całości nie ma celowo :-)
...będzie później, jak wszystko już będzie w komplecie i jak już za meble zapłacimy :-)))



wtorek, 15 maja 2012
o czym to ja miałam...?
że cały czas pamiętam o fociach kuchennych, ale jakoś się nie składa...
że na świetnym filmie byłam, który polecam z całego serca! Tak wspaniale doładowuje emocjonalnie, że chciałoby się go obejrzeć po raz drugi.
że ciężko mi przywyknąć do pracy po tak długim urlopie,
że czas pędzi jak szalony
że nie wiem czy sobie na głowę zbyt wiele nie wzięłam
że znowu mam chwile zwątpienia czy dobrze robię przyjmując ofertę przesiadki w pracy, ale z drugiej strony... Tak, wiem, znowu marudzę.
że nie potrafię jakoś skupić się na tym wpisie...
że lista rzeczy do zrobienia, zakończenia remontu jest coraz krótsza, ale to co zostało to już chyba się nie doczeka realizacji :-)
poremontowo
chciałam do poremontowych doświadczeń dodać, już z pozycji użytkownika, że:
zmywarka pracuje mega-cicho w porównaniu do starej. Zwracałam przy zakupie uwagę na to, by można było ją nastawiać z wyprzedzeniem czasowym (starej nie włączałam późnym wieczorem, bo chodziła jak czołg), ale po pierwszym uruchomieniu kiedy okazało się, że ona pracuje "szeptem" już wiem, że raczej tej funkcji zbyt często używać nie będę :-) Trudno mi przestawić się na inny sposób pakowania. Każdorazowo obiecuję sobie, że obejrzę na stronie jakąś instrukcję pakowania, o której czytałam w instrukcji papierowej, ale na zamiarach się kończy.
Jeśli zaś idzie o kuchenkę gazową - dzisiaj kiedy wykipiał mi z lekka biały barszczyk doceniłam fakt, że każdy palnik ma osobne ruszta, bo ten jeden sobie czyściłam, a reszta nadal pracowała. Czarna szklana płyta troszkę mnie drażni, ale niklowana też wymagałaby czyszczenia, tak się pocieszam.
Zlewozmywak ma komorę jedną, ale zdecydowanie większą i głębszą niż stary i to mi ułatwia życie, zwłaszcza przy dużych garach :-)
Z szafek, mebli, szafki typu cargo jestem zadowolona niezmiernie i wciąż :-) Co chwilę jeszcze wędruję z różnymi rzeczami po różnych szafkach, półkach i szufladach poszukując najlepszego rozwiązania, ale myślę, że wkrótce się ten przemarsz logistyczny zakończy.
Dzisiaj chyba pierwszy raz zabrałam się tak na poważnie za gotowanie w szerszym aspekcie. Biały barszcz z jajkiem. Naleśniki. I już na jutro jednocześnie gotowałam wielki szybkowar jarzynowej (może wystarczy na dwa dni?) i marchewka z groszkiem do drugiego.
Od tygodnia SZM usiłuje dietować w swoim stylu. Mówi że lepiej się czuje. Luźniej :-)
Mnie poremontowo ubyło 3 kg i bardzo bym chciała, żeby to był początek...
środa, 09 maja 2012
bla
to bla na początku to tylko po to, by móc opublikować ten wpis jeszcze ze środową datą, bo jak zaczynałam, zerknęłam na zegarek, a tam 23.59 :-)))
kolejny dzień urlopu
czyli tak zwane wykończenia poremontowe:
- dokleiłam tapetę, tam gdzie jej brakowało,
- domalowałam przepięknym czekoladowym brązem tam, gdzie trzeba było,
- podkleiłam tam, gdzie odstawało,
- po raz fafnasty poprzestawiałam rzeczy na kuchenny blatach, tym razem znajdując miejsce w szafce dla frytkownicy,
*** a'propos frytkownicy: przed remontem wyrzuciliśmy starą frytkownicę, która wołała już o pomstę do nieba, była już chyba piętnastoletnia i to były zdecydowanie jej ostatnie dni działania. W głębi duszy uznałam, że OK, bo non-stop się odchudzamy więc frytkownica jako taka nie jest nam do szczęścia potrzebna. Niestety SZM nie podarował i jeszcze w trakcie poremontowego sprzątania zakupił nową.
Włąśnie sobie w pięknym stylu skasowałam ten wpis, ale Bogu dzięki udało się dzięki zielonej ikonce dyskietki odzyskać go.
Jak to uroczo SZM powiedział - wrzucimy ten zakup (frytkownicy) w koszty remontu. Tak jakby to cokolwiek zmieniało w kwestiach finansowych. Rozbroił mnie tym :-)
- po raz multi-fafnasty poprzestawiałam talerze w szufladach kuchennych,
- zachciało mi się domalowywać to, co wypadałoby po doklejeniu tego i owego w dużym pokoju (dodam tylko, że duży pokój malowany był cztery lata temu), więc domalowałam tu i ówdzie a nawet ówdziej-jeszcze, farbą która będąc w słoiku (nieopisanym!) wyglądała podobnie jak ta na ścianach.
*** jak farba wyschła okazało się, że to nie ten kolor. Zostału śliczne paćki w innym kolorze. I teraz szukam farby pod nazwą "pole słoneczników" Śnieżki w jak najmniejszym opakowaniu i już widzę, że to jest raptem 2,5 litra. Bo do wyboru jest 2,5 lub 5 litrów. Liczyłam na litrowe. I pewnie przyjdzie mi jutro pojeździć w poszukiwaniu farby, po to tylko by popaćkać to, co zapaćkałam dzisiaj...
tajemnica kierowcy :-)
Wjeżdżałam na dosyć wysoki krawężnik i najprawdopodobniej czymś przyhaczyłam, oczywiście nie przyznałam się do niczego. Nawet o tym zapomniałam, bo klekocze delikatnie i tylko przy niskich obrotach. Dzisiaj odbieraliśmy Małą z wycieczki i usłyszeliśmy to oboje. SZM początkowo myślał, że to rura, ale potem powiedział, że chyba jakaś osłona. Trzeba podjechać i sprawdzić co to, bo przecież w sobotę jadę na uczelnię (100 km). I jutro powinnam to załatwić sama, bo SZM umówiony jest już z teściową, że malnie jej tą kuchnię. Nie cierpię załatwiać takich rzeczy sama. Nie znam się na tym i zawsze mam wrażenie, że chcą mnie zrobić w bambuko.
dzieci w podróży
Dzisiaj nad ranem Młody wyjeżdża do stolycy, a konkretnie do Bemowa. Na koncert grupy Metallica. Załatwili sobie bezpośredni transport autobusem z Wojewódzkiego Miasta na koncert i z powrotem. Jedzie z koleżanką. Bez podtekstów podobno, ale kto go tam wie.
Mała wróciła z wycieczki zadowolona i mocno zrumieniona słońcem, taki raczek. Nawet dobrze, że nie byłam z nimi w jednym pokoju, wiesz? To było a propos wcześniejszych dramatów z cyklu kto z kim będzie w pokoju. Z błyskiem w oku opowiadała o jednym koledze z klasy, z którym ot tak przypadkiem zgadała się i tak jakoś fajnie się nam gadało:-) Aż reszta komentowała, że zakochana para, wiadomo, nie? Opowiadała i opowiadała o tej wycieczce, buzia jej się nie zamykała.
domowo
Zrobiłam sobie dzisiaj pierwsze wagary ze szkolenia. Dopuszczalne jest ileś tam procent absencji więc dramatu nie będzie. Myślałam, że uda mi się namówić SZM na porządki w piwnicy, ale jak zobaczyłam co się tam dzieje, to skapitulowałam. Obiecał mi, że w sobotę razem z Młodym zrobią co trzeba (a trzeba mnóstwo rzeczy po prostu wyrzucić). Zobaczymy czy słowa dotrzyma czy też będą to obiecanki-cacanki, bo w czwartek i piątek po pracy będzie malował u teściowej i w sobotę palcem mu się ruszyć nie będzie chciało.
pracowo
Na ulicy spotkałam Niefrasobliwą Ciotkę Klotkę (NCK), która powitała mnie słowami - nic nie zrobiłam, to wszystko leży i czeka.
Ciekawe dlaczego leży i czeka? Przecież ja się tam póki co tylko uczę, a za swoje pracowe obowiązki odpowiada ona, prawda?
Trafił mnie drobny szlaczek, a potem wrzuciłam na luz. Jeszcze rok. A potem włączył mi się panik - to tylko rok, i jeszcze chyba nie cały, muszę ją przypilnować, niech nie marnuje czasu i mnie szkoli!
:-)
temat koleżusi
jakby ucichł, bo z tego, co mówi Mała to tata jakby się wziął w garść. Doglądają też sąsiadki. Bo z tego, co mówiła mama Koleżusi na jej rodzinę nie ma co liczyć. Zawsze w takim przypadku zastanawiam się czy to z rodziną jest coś nie tak, czy może to wina tej jednej osoby. Koleżusia była w niedzielę u nas na obiedzie.
Były plany, że Koleżusia pojedzie na obóz letni z Małą, obóz z firmy SZM. Dziewczyny cieszyły się bardzo. Niestety proza pieniądza zwyciężyła. Koleżusia pojedzie na inny obóz, z firmy swojego taty, bo wówczas dostanie wyższą refundację. Z tego samego powodu Mała nie może jechać na tamten obóz. Jak już dzisiaj powiedziałam do Małej Life is brutal and full of zasadzkas (and sometimes kopas w dupas).

Jutro mój ostatni dzień długiego urlopu. A lista rzeczy do zrobienia już leży przede mną :-)


niedziela, 06 maja 2012
poremontowo...
Wierzyć mi się nie chce, że prawie już zamknęliśmy etap remontu. Piszę prawie, bo jest jeszcze kilka drobiazgów do tak zwanego wykończenia i będę bardzo pilnować, by nam one nie umknęły, tak jak to zwykle bywa. Założyłam sobie przy tym remoncie, że nie będę robić niczego "na razie", "na chwilkę", "na szybko" itp. Dłubałam powoli, aczkolwiek wytrwale i zadowolona jestem z siebie, że mi się udało, że nie odpuściłam.
Urobiona jestem po pachy. Serio. Po prostu czuję w sobie to zmęczenie. Rację miała moja jedna koleżusia- rówieśnica, mówiąc, że my już po prostu nie mamy tyle sił co kiedyś. Dawniej to ja mogłam do białego rana, teraz już niestety nie.
Współpraca z SZM podczas remontu wymaga ode mnie sporo cierpliwości, cierpliwości i raz jeszcze cierpliwości. No i ociupinkę dyplomacji :-) SZM ma na wszystko czas, wiele rzeczy jego zdaniem jest zupełnie niepotrzebnych do zrobienia, wymyślonych przeze mnie i w ogóle. A największy szlag mnie trafia kiedy SZM zaczyna brać się za cokolwiek i jest kompletnie nieprzygotowany do tematu, czyli podaj mi to, a także gdzie jest tamto. Lata doświadczeń nauczyły mnie nie wybuchać, bo niczego dobrego to nie przynosi, warczymy potem na siebie, atmosfera się kisi i generalnie jest potem do bani. Wyćwiczyłam się w stoickim spokoju i wskazywaniu tam leży oraz weź sobie. I nie wiem z czego to wynika. Biorąc się za tapetowanie mam przy sobie klej, pędzel duży, mały, nożyczki, szczotkę, nożyk, szmatkę. No wszystko, co może okazać się potrzebne, wszystko w tak zwanym zasięgu ręki. Jak jest potrzeba to wejdę, zejdę, a potem raz jeszcze i jeszcze raz z drabiny i na drabinę znowu (i tak dorobiłam się bólu kolan), a nie czekam aż mi ktoś poda. Jak ma kto podawać to OK, ale ni robię dramatu gdy delikwenta nie ma. SZM zazwyczaj potrzebuje asystenta :-) Podobno faceci tak mają...
To pierwszy nasz remont, do którego wciągnęliśmy nasze pociechy. Do tej pory staraliśmy się wyekspediować dzieciarnię do matencji, żeby mieć święty spokój. Teraz angażowaliśmy ich do różnych prac. Od zrywania tapet po sprzątanie. Angażowaliśmy w ramach przyzwoitości oczywiście :-)
Oj! Byłabym skłamała. Rok temu przy tapetowaniu pokoi dzieci Młody brał czynny udział w pracach remontowych. Zwracam mu honor.
rodzinnie
zaliczyliśmy dzisiaj tak zwaną imprezę rodzinną. Matencja i tatencjusz siedzieli na przeciwległych krańcach stołu. Matencja non-stop wchodziła mu w słowo, on ostentacyjnie przestawał mówić, ona gadała dalej, rany! Myślałam, że oszaleję, wyjdę z siebie i stanę obok.
fryzjer
Na poprawę kondycji poszłam do fryzjera, bo uznałam, że po renowacji mieszkania czas na renowację samej siebie. Bez szaleństwa, samo cięcie. Powiem szczerze - nie jestem zadowolona. Brak reakcji ze strony domowników sugerowałby brak dramatu, bo jak jest tragedia to nie omieszkają zakomunikować mi tego od progu, ale brak reakcji ze strony dzisiejszych imprezowiczów daje do myślenia, że nie pochwalili, bo nie było czego, ani za co. Nie wiem czy w poniedziałek nie pójdę zrobić czegoś jeszcze z tym cięciem, bo mam wrażenie, że na głowie mam garnek. I czuję się w tej fryzurze bardzo nieciekawie i staro (nie bójmy się słów!).
weekend
Długi weekend tak naprawdę zaczął się dla nas wczoraj wieczorem, albo dzisiaj rano. Wiele tego weekendu już nie zostało. Od poniedziałku SZM znowu do pracy, ale przede mną jeszcze kilka dni wolnego od pracy :-)
Niestety popołudniowe zajęcia już będą szły normalnym torem, a w sobotę czeka mnie znowu studencka wycieczka. Powrót do normalności znaczy się...



piątek, 04 maja 2012
Nadejszła wiekopomna chwila kiedy to późnym popołudniem zrobiłam sobie herbatkę w ulubionym kubeczku Broszkowym (potem, wieczorkiem, SZM spoi mnie drinkiem pysznym) i bosą stopą mogłam już przechadzać się po mieszkaniu mym :-) Ogarnęłam to burdello remontowe!
Ledwo żyję, ale daliśmy radę! Oboje umordowani jesteśmy na maxa, mamy jeszcze maleńką listę tak zwanych doróbek poremontowych, ale generalnie mamy finisz!
Jeszcze tylko powinnam strzelić focię wieńczącą dzieło, ale to może jutro, bo drinczki w wykonaniu SZM były pyszne, prze-pyszne!
Słowem chciałam tylko krótkim obwieścić, że u mnie remontu już raczej kres!!!
Bogu dzięki...

Orkiestra gra, kosze kwiatów wnoszą właśnie na scenę, to koniec proszę państwa!!!
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
Z remontowego frontu
Tak zmęczona to ja dawno nie byłam... Boli mnie chyba wszystko. Dłonie, nadgarstki, barki. Od wchodzenia i schodzenia po stopniach drabiny boli mnie (mocno dokucza) kolano (to, z którym mam zawsze problemy). Od bycia non-stop na funkcji play bolą mnie nogi, mam wrażenie, że mi pękną, bo aż pieką, zwłaszcza wieczorem. No i kręgosłup, ale o dziwo nie ma dramatu, obym tylko nie zapeszyła.
No to ponarzekałam maksymalnie...
Meble
Są super, warte ceny w każdym calu. Świetnie wykończone, dopracowane. Zawiasy - okucia spełniają swoją rolę, bo wszystko pięknie wyhamowuje, domyka się i w ogóle jest cacy :-)
Zmieściłam wszystko co musiałam, co chciałam i co planowałam zmieścić. I jeszcze mam lekkie luzy lokalowe :-)
Uczucia mieszane mam odnośnie opuszczanego stolika, który przypomina mi stoliczek z przedziału PKP :-) Już ustaliliśmy, że oboje inaczej go sobie wyobrażaliśmy i jak nam bardzo będzie przeszkadzał, to przy następnym tapetowaniu powiesimy go na balkonie :-)
Układając rzeczy w szafkach doszłam do wniosku, że warto było zdecydować się na szafkę cargo, bo jest super. I że gdybym jeszcze mogła to zmieniłabym kolejność innych szafek. Tę z mikrofalą dałabym nieco dalej, bo rzadziej jej używam. Ale to już musztarda po obiedzie. I właściwie to żaden dramat.
Obojgu podoba nam się bardzo, co chwila wchodzimy sobie popatrzeć, powzdychać, nacieszyć się i w ogóle. Dzieciaki też zachwycone :-)
Czeka nas jeszcze nauka lokalizacji wszystkiego począwszy od grnka, a na mące i soli skończywszy. I muszę też nauczyć się obsługi zmywarki i kuchenki. Nie chciało mi się ślęczeć nad instrukcją i caluteńkie naczynia przepłukałam z tego kurzu myjąc je ręcznie. To dopiero rodzaj lenistwa, co?
Refleksje prawie-poremontowe
Cały czas gdzieś tam podskórnie, podświadomie czekam.
Sam remont przeszedł bez większych i specjalnych komplikacji, nie było dramatów, sytuacji krytycznych, wielkich obsuw terminowych czy jakichkolwiek innych. Czekam więc na ten moment kiedy się okaże, że coś nie gra, że coś jest zawalone, na dramat jakiś. To chore jest, wiem, ale tak mam. I tak było. Serio!
Ekipa montuje meble, a ja już w myślach się denerwuję, że pewnie kafelki położone nie tak jak trzeba, że ściany krzywe, że gniazdka niedopasowane. A oni nic, cisza.
Padłam z wrażenia kiedy po przyjeździe mój caluteńki przedpokój zajęli swoim sprzętem. Było tego całe mnóstwo, łącznie z wielkim odkurzaczem :-)
Potem zeszłam z tego świata prawie z zawałem serca kiedy przypomniało mi się, że potrzebujemy miejsce na kable do oświetlenia podszafkowego, (które już zamontował nam SZM) a ja zapomniałam im o tym powiedzieć. Ekipa z uśmiechem poinformowała, że oni zawsze zostawiają luzy za szafkami, bo tam musi być wentylacja, więc OK, kabelek na pewno przejdzie.
Kolejne zejście zaliczyłam gdy przyszedł czas montowania kuchenki i jeden pan monter się zdziwił, że jest to model zintegrowany. A ja już miałam włączoną opcję paniki, że na pewno mają zrobioną szafkę na osobną płytę i osobny piekarnik. A oni powiedzieli, że im jest wszystko jedno, że to żaden problem. Jeszcze się tylko upewniali, gdzie będą pokrętła, czy na dole czy u góry :-)
I tak powoli remont dobiega końca, a ja wciąż czekam i cały czas mam wrażenie nieczystego sumienia, że jakoś tam mi się udało bez sensacji, rewelacji i bólu...
a w domu...
... jeszcze Sajgon na maxa, ale już powoli wszystko się klaruje. Z prac remontowych został do tapetowania przedpokój, ale postanowiliśmy najpierw odgruzować resztę, żeby już zacząć jakoś normalnie funkcjonować :-)
Jutro mam wolne, mam więc nadzieję, że uda mi się wydobyć spod tych gruzów, tak by coś mieć z tego majowego weekendu.
Zdjęć póki co nie będzie, bo są w aparacie, a droga z aparatu do kompa to długa droga zwłaszcza gdy mieszkanie zagruzowane. Ponadto nie widać jeszcze kompletnego efektu końcowego, bo firma ma jeszcze dowieźć dwa brakujące elementy, które zostały zwymiarowane dopiero po montażu całości. Podobno mają być za trzy tygodnie.
z innej beczki
Temat: Mała i Koleżusia.
Mama Koleżusi wyjechała za granicę do pracy. Koleżusia (lat 14) została w domu z ojcem, który nadużywa procentów. Moja Mała (lat 14) została zobligowana przez mamę Koleżusi do podtrzymywania jej na duchu, odwiedzania, kontrolowania i takie tam inne. Wyraziłam swoją opinię, co na ten temat myślę, czyli że owszem mogą się odwiedzać, ale na zasadach takich jak dawniej (w tygodniu raczej nie), że Mała jest za młoda na bycie opiekunem Koleżusi, że na pewno nie będzie u niej nocować (ojciec!), że prędzej Koleżusia u nas może bywać niż Mała u niej.
Tuż przed wyjazdem mama Koleżusi pofatygowała się do mnie osobiście celem ugadania sprawy.
Ma kobita przechlapane z takim facetem. Przyznaję. Z tego co mówi, żadnego wsparcia ze strony rodziny nie ma. Facet narobił długów, ktoś je spłacić musi. Wyjeżdża i z tego co powiedziała, zrozumiałam, że nie ma nikogo kto by miał w tak zwanej pieczy tą Koleżusię. Nie znam tego taty, skoro pije i robi długi to wiarygodny nie jest. Moja Mała tam nocować nie będzie na pewno. Mimo próśb tej pani. Powiedziałam jasno i wyraźnie, że Koleżusia u nas to jak najbardziej, ale w drugą stronę mowy nie ma.
Tak niepozbieranej kobity to ja dawno nie widziałam. SZM tłumaczy, że znerwicowana, że pewnie facet daje jej w kość, że swoje przeszła, że tuż przed wyjazdem, i tak dalej. Ale ja i tak swoje wiem. Chaotyczna, niepozbierana, i jeszcze do tego gaduła i to jaka. Przebiła nawet mnie (faktem jest, że mnie się nie chciało wysilać na gadki-szmatki). I już myślałam, że nigdy nie wyjdzie. Serio!
Nie deklarowałam się na gotowanie tej Koleżusi obiadów (bo i z jakiej racji, prawda?), ale tak sobie myślę, że od czasu do czasu ją zawołam do nas. Ale nie chcę by to było normą, bo stanie się obowiązkiem.
Nie wiem czy ja bym się zdecydowała na taki wyjazd i zostawiła Małą, a przecież miałabym łatwiej, bo mój SZM nie pije...
piątek, 27 kwietnia 2012
Meble stoją!!!
Ekipa wpadła rano skoro świt o 7.30 i wyjechała przed 19.
Wow!!!

A nasze prace dalej trwają :-)
wtorek, 24 kwietnia 2012
Pozdrawiam Was wszystkich z remontowego frontu :-)
Plany nasze uległy spowolnieniu, bowiem meblowa ekipa zawita do nas dopiero w piątek. I bardzo dobrze!
Dzisiaj: tapeciarsko i malarsko kuchnię mamy zakończoną. Zawitał też pan elektryk i powpinał już przecudnej urody nowe gniazdka. A miał co wpinać :-) Nie zdążyliśmy z panelami, ale to jutro po pracy zacznie działać SZM, a ja do niego dołączę później jak wrócę ze szkolenia, albo też na nie nie pojadę, świat się przecież nie zawali.
Plan na jutro:
sufit w przedpokoju zagruntować, wytapetować, dwukrotnie pomalować i wytapetować ściany. To ja i Młody.
Panele w kuchni położyć, zamontować listwy plus drobne roboty tynkarsko-murarskie przy przedpokoju. To zadanie dla SZM.

Pierwszy dzień urlopu (starego!) minął...
piątek, 20 kwietnia 2012
Jutro moje chłopaki (SZM + Młody) mają walczyć na froncie remontowym. Młody polazł na jakieś ognisko i mam szczerą nadzieję, że jutro z rana nada się do użytku, bo jak nie to u SZM będzie miał przechlapane, bo od wczoraj trąbimy o tym, że w sobotę robota czeka. Po południu Młody idzie do pracy, ale do 15.00 spokojnie może pomagać. Czasem jak widzę zachowanie Młodego to ręce mi opadają.
U Małej się troszkę wyprostowało. Przeżywała mocno. I oczywiście usłyszałam, że sama namawiam ją do kontaktów z koleżankami szkolnymi, a one jej taki numer wykręcają, a ta koleżusia, do której mam troszkę zastrzeżeń, na pewno by jej tak nie wystawiła, bo ona, Mała znaczy się, wie, że może na koleżusi polegać zawsze i wszędzie, bo jak koleżusia coś powie, obieca to wiadomo, że będzie spełnione i dotrzymane.
remontowo
Ekipa kuchenna była na ostatnich przymiarkach. Już wiem, że jedna szafka, maskująca rurki c.o. będzie montowana później, i zostało to sensownie zaargumentowane.
Kafelki/płytki na ścianie już prawie w komplecie. W poniedziałek będzie fugowanie.
wymyśliłam sobie jeszcze szafkę łazienkową, a nawet dwie, ale na razie, póki co zaniosę projekt do osiedlowego sklepu, gdzie zapewne będzie zdecydowanie taniej niż w firmie kuchennej. Porównamy, zobaczymy, przeliczymy kasę i pomyślimy nad tematem...
A jutro z ranka jadę na studencki weekend. I nawet się cieszę, bo pomijając kwestię długich wykładów, powinno być miło, sympatycznie, bez kurzu, pyłu, remontu, za to z ciepłym posiłkiem :-)

piątek, 13 kwietnia 2012
remontowo
Punktualnie o 15 zjawił się Pan Magik i działa.
Demolkę uważam za oficjalnie rozpoczętą :-)))

- - - - -
godz. 22.14

21 lat temu podczas mszy świętej o godz. 13-stej Anonimka i SZM powiedzieli sobie sakramentalne TAK. A potem była zabawa do białego rana...
Wierzyć się nie chce, że to już tyle lat...
 
1 , 2