na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze

A. matka dzieciom

poniedziałek, 01 lipca 2013
Rodzicielskie cienie, bo o blaskach już nie pamiętam

O Bosze, gdzie to te czasy kiedy się człowiek martwił tym, że kupka jest albo jej nie ma, a co by chciał, a jaki prezent, a kim będzie, a a czy w przedszkolu znajdzie kolegów, czy będzie płakał i takie tam inne dyrdymały...? Gdzie popełniłam błąd, że spod moich skrzydeł taka sierota beznadziejna wyszła, której brak odwagi cywilnej by strzelić prawdę prosto z mostu, która sama nie potrafi o siebie zadbać, zdaje mu się, że rozumy zjadł i nikt nie wie co kombinuje, bo on taki sprytny i cwany jest. Właśnie cwaniactwa mu brakuje, bo proste to jak but i fantazji mu brakuje, takiego smaczku. Prosty w obsłudze jak cep. Żal mówić, bo to moje dziecko, ale zawsze powtarzam, że trzeba by go stłuc, zmiksować i ulepić na nowo, może wówczas wyszłoby coś sensownego. !@@%$^*&(*&GYF!
 Bosze, daj mi cierpliwości i siły, żebym go sama osobiście nie wykarczowała. Jak słyszę to jego "tak, wieeem" to flaki mi się wywracają i mam ochotę zwymiotować. Ileż można...
No więc o co kaman?
Egzamin który podobno już zaliczony, ten trzymany w tajemnicy przed SZM, jakoś dziwnym trafem nie został wpisany do internetowego indeksu. Bo się babeczka pomyliła. Problem w tym, że w poprzednim semetrze też się pomyliła i jak się kuźwa okazało był do powtórki. Do doopy z tymi internetowymi indeksami. Papier to papier, człowiek widzi, trzyma, czyta i wie, a z tym netowym to mi gówniarz wciska kit co i rusz, i żyję w błogiej nieświadomości, myśląc jakie mam fajne, mądre dziecko. Głupia, głupia ja!
Brak zaliczenia z seminarium licencjackiego do kompletu. Bo napisany tylko i wyłącznie pierwszy rozdział, ale przyznam szczerze sama już nie wiem czy na pewno. Drugi był podobno oddany po terminie, to pierwsza wersja, potem do poprawy cały, to już druga, i do przerobienia ankieta, a to kolejna. Szlag jasny mnie trafia.
Maślane oczęta wgapiał i zapewniał, że tak, że w lipcu chce się bronić, żeby mieć z głowy, bo wakacje przecież. A jak się z prezentu a'konto ucieszył. No bo SZM mu sprezentował e-booka kupionego okazyjnie. No jak nie za obronę, bo nie wiadomo czy dasz radę w lipcu to za zaliczone egzaminy. Tiaaa. ZALICZONE! Jakie kuźwa zaliczone?
i jeszcze "bo wy mnie jak dziecko traktujecie". Jak dziecko? to ja Ci dupku żołędny pokażę jak się traktuje dziecko, które zawodzi zaufanie.
No więc po pierwsze wszelkie koszty związane z późną obroną, dodatkowymi egzaminami, zaliczeniami i co by to tam nie było - po jego stronie. Jeżeli się okaże że nie da rady się obronić we wrześniu bo cokolwiek - szuka pracy na stałe, studia zmienia na zaoczne i niech sobie życie układa, chce być dorosły to ma, ale z dobrodziejstwem inwentarza.
Po drugie - wakacje to tylko z nazwy - niezależnie od tego co by się to nie działo i co by to nie było - do domu powrót jak Kopciuszek. O północy. Nie później. Powrót w stanie trzeźwości absolutnej. Poczuję procenty i może się na drugi dzień pakować. Gdziekolwiek.
Po trzecie - ewidentne włączenie się w prace domowe. Bo traktowany był z lekka ulgowo, bo przecież się uczy, pisze pracę, tyle ma na głowie, młody jest i takie tam inne dyrdymały sobie wymyślałam. więc teraz będę matką wredną.
Myślę jeszcze nad zwrotem prezentu czyli e-booka, bo jakkolwiek by nie patrzeć to najwyraźniej nie zasłużył.
I do tego szlaban na auto.

Nie boli mnie fakt, że broni się we wrześniu (daj Panie, by tak było!), bo nie on pierwszy i pewnie nie ostatni, ale to że patrząc w oczy zapewnia o czymś co już z góry wie, że nie ma szans powodzenia, racji bytu i w ogóle prawa się zadziać.
Szlag!

czwartek, 20 czerwca 2013
Mała
na świadectwie paska jednak mieć nie będzie. Brzydką niespodziewajkę zrobiła jej pani z matematyki, która przy ocenach pół na pół powiedziała, że nie i koniec, tylko czwórka. W związku z tym Mała z lekka odpuściła polski, gdzie pani sama z siebie chce ją dopytać, bo chce dać jej piątkę. Ale nawet gdyby to właśnie czwórka z matmy obniża jej średnią do 4.73, a pasek jest od 4,75. I tak to.
Nie dla paska człowiek się uczy i jak sama Mała powiedziała zabiegała o ten pasek tylko dla nas, bo jej on do szczęścia potrzebny nie jest. Ale widzę, że jej przykro i jeszcze się martwi tym co powie tata, a powie na pewno i nie będzie to przyjemne, bo znam SZM.

Młody
poleciał dzisiaj podobno do pani promotor. Z drugim rozdziałem. Patrząc na to, co zostało na wierzchu na jego biurku w pokoju zastanawiam się czy on nie miał jeszcze jakiegoś zaległego egzaminu, ale mniejsza z tym. Wróci wieczorem, bo poleciał jeszcze spotkać się z koleżanką :-)

Młodość nie wieczność,
ale jakiejś specjalnej imprezy z tej okazji nie ma...
Jutro mój osobisty licznik przeskoczy mi o kolejne okienko. Wierzyć mi się nie chce, że już dwie czwórki mam na liczniku. Wieczorem będę świętować w moim babskim gronie, bo tak akurat wypadł nam termin spotkania. Na sobotę zapowiedzieli się teściowie, więc ściągnęłam też rodziców, żeby nie było krzywdy. A jak reszta zadzwoni z życzeniami to nieliczni wybrańcy się dowiedzą, że jak mają ochotę to zapraszam w sobotę na kawę, ciastko i lampkę chłodnego szampana. Zobaczymy jaka będzie frekwencja :-)

PS
czy u was z prawej strony ekranu też wcina się jakieś obrzydliwstwo typu zakładka reklamy, albo coś?
Related searches:
Daxter PSP
Stanisław Jerzy Lec
Lisa LaPorta

takie coś tam mi pisze i wcina się za każdym razem. Wyłączam to-to krzyżykiem, ale przy każdorazowej zmianie strony znowu jest. Tfu!


- - - - - - - - - - -
godz. 22.06

Spokojnie było, aż się Mała zdziwiła, bo jak sama powiedziała "Uff, przeżyłam, a myślałam, że będziecie bardzo krzyczeć" :-)
Pasek w końcu nie jest najważniejszy a przecież i tak jesteśmy z niej dumni, że ma taka ładną średnią i jest taka mądra i rozsądna.

A sam pasek był mi chyba potrzebny do tego, by móc sobie tak luźno rzucić gdzieś w rozmowie "córka ma zawsze świadectwo z paskiem".



wtorek, 18 czerwca 2013
Młody
dzisiaj miał chyba ostatni egzamin. Czeka na wyniki zaliczenia. i jest niebywale spokojny. A ja będę szczerze zdziwiona gdy okaże się, że ma wszystko zaliczone, bo on się prawie wcale nie uczył. Przynajmniej ja to tak widzę. Ja rodzic.
Wczoraj wieczorem po powrocie z pracy widziałam i sam mi powiedział "uczę się". Ale to chyba z lekka mało, zwłaszcza, że do egzaminu na dzisiaj...
Parokrotnie już upewniałam się czy na pewno Młody ma w planach obronę licencjata w lipcu, a on mi mówi, że tak. Bardzo chciałabym się mile zdziwić, bo też jakoś tej lipcowej obrony nie widzę. Ja to jednak stare pokolenie chyba jestem.
Wiem, życia za niego nie przeżyję, ale co się nadenerwuję to moje :-)
Spotkania Młodego z przedstawioną nam wcześniej koleżanką trwają i widzę jak pozytywnie na niego wpływają. Jaki zrobił się spokojny i przyjaźnie do świata nastawiony. Same plusy z tej znajomości. I oby tak dalej, bo sama się cieszę :-)

Mała
tymczasem zbiera piątki do świadectwa z paskiem i mam szczerą nadzieję, że uzbiera, bo w przeciwnym wypadku SZM nie da jej spokoju. Cały czas brzęczy jej nad głową o ocenach, powiedział nawet, że się w nauce opuściła, bo rok temu nie musiała o te piątki zabiegać. Mam wrażenie, że SZM zbyt wysoko stawia jej poprzeczkę, albo też przyzwyczaił się do jej piątek. I szlag mój wewnętrzny mnie trafia kiedy on tak ją wylicza ocenowo, bo sam w szkole nie był orłem, zaliczał się raczej do głębokich średniaków, a wymagania ma z księżyca.
Jutro zebranie w szkole to będę chyba znać już jakieś konkrety. Ale i tak uważam, że nie ma co dramatyzować skoro sprawa dotyczy świadectwa z paskiem lub bez, a nie na przykład braku promocji do kolejnej klasy :-)
Mamy na tapecie już kolejną sympatię Małej. Lat 17, uczeń technikum, z Miasta_Wojewódzkiego. Szczerze powiem ani urodą ani wzrostem nie zachwyca (ale jak mawia matencja "z ładnej miski się nie najesz" czy jakoś tak, albo "ładne na talerzu nie krają"), ale to kolega o którym już słyszałam grubo wcześniej, taki który z czasem stał się kolegą bliższym. A słyszałam o nim w samych pozytywach, ale w kontekście ichnich rozmów i tak zwanego rozumienia się.
Kolega przyjeżdża do nas, chodzą na spacery, siedza w pokoju, a potem Mała wychodzi z mega-wypiekami na buzi. :-)
A jak kolegi nie ma to i tak jakby był, bo widzę go cały czas w rogu ekranu laptopa Małej. :-)
Chyba wolałam tamten czas kiedy jeszcze chłopaków na tapecie nie było...
I powiem szczerze że nieco rozśmieszyło mnie (ale tylko w środku, bo nie dałam po sobie poznać ani tyci) kiedy w ustach Małej słyszę słowa o tym, że "ten związek i tak nie miał przyszłości". Zmroziło mnie za to gdy usłyszałam od Małej hasło, że dziewczyna nie ściana, zawsze można przesunąć.
Chyba czas na kolejne pogadanki pedagogiczno-rodzicielskie.

Żeby nie było tak całkowicie rodzicielsko...
Oglądaliście Opole?
Bardzo chciałam oglądać, czekałam wręcz. W piątek w trakcie trwania koncertu i to jeszcze pierwszej części, przysnęłam. To samo w sobotę. Dopiero wczoraj zaparłam się kopytami i obejrzałam całość. Prawie, bo bez piosenki otwierającej czyli totalnej kompromitacji pani, która niedawno w serialu zagrała inną piosenkarkę. Dopiero dzisiaj zobaczyłam tę piosenkę na otwarcie i wierzyć mi się nie chciało, że tak słabo wypadła. Żenua totalna. Za to reszta OK. Oglądałam z prawdziwą przyjemnością. Żałowałam, że nie wpadliśmy na pomysł wyjazdu na koncert tak jak kilka lat temu. Pamiętam większość tych piosenek, kiedy jako dziecko razem z matencją oglądałyśmy opolskie festiwale.
A jak córka Czesława N. dała czadu to ciary mi po plecach szły... Serio.

...ażeby ci, którzy złorzeczą,
ażeby ci, którzy plują jadem,
ażeby ci, którzy bezprawnie pysznią się prawością,
może by tak spróbowali stać się ludźmi dobrymi.




piątek, 31 maja 2013

...i jeszcze ciutek z serii Anonimka teściowa:-)

Jestem pod wrażeniem faktu, że to przyszedł już ten czas kiedy to Młody przedstawia nam sympatię, dziewczynę. Myślę, że skoro zdecydował się na taki krok to uznał, że warto. I przyznam szczerze, że bardzo pozytywne wrażenie na mnie zrobiła ta dziewczyna. Wie czego chce, otwarta, miła, sympatyczna, normalna po prostu. Obawiałam się w głębi duszy, żeby nie okazało się, że to jakaś plastikowa Barbie, albo inny hardcore, ale widzę, że Młody ma dobre priorytety. Jak sam powiedział, fajne jest w niej to, że jest taka normalna.
Podświadomie póki co chciałabym, żeby to była właśnie ta, bo wrażenie zrobiła dobre i nawet jeżeli okaże się, że określenie "wie czego chce" oznacza, że dominuje, to może to i dobrze, bo Młody jakoś nie sprawia na mnie wrażenia typowego samca alfa i chyba potrzebuje kogoś kto przejmie stery (te, które do tej pory trzyma troskliwa anonimowa mamusia).
A może to tylko moje wrażenie...
czwartek, 30 maja 2013
wpis z cyklu - Anonimka teściowa :-)
czyli pierwsza wizyta zaliczona. Z racji święta i okoliczności naszej Parafialnej_Osiedlowej_Sypialni zaprosiliśmy dziewczę na obiad.  Pierwsze wrażenie, jak sama nazwa wskazuje, robi się tylko raz. Jest OK. I wygląd, i na pierwszy rzut oka psyche :-) Tak stwierdziliśmy zgodnie z SZM.
Pierwsze wrażenie całkowicie pozytywne.
wtorek, 18 grudnia 2012
Gdyby nie spięcie najpierw na linii SZM - Młody a potem SZM - ja, to właściwie można by rzec, że popołudnie było udane.
Jak zwykle SZM czepia się Młodego, o bzdetę, bzdurę, a ode mnie wymaga żebym go popierała. Przyjęłam już politykę nieodzywania się, ale to też go drażni, bo nie czuje we mnie oparcia. I nie będzie go czuł, bo szlag mnie jasny trafia kiedy słysze jak się piekli. On sobie nawet nie zdaje sprawy z tego jaki przybiera ton. Zawsze jest wszystkowiedzący, mentorski podszyty agresją na zasadzie ja i tak wiem lepiej a ty mi nie podskoczysz. Może ja przesadzam, może jestem nadwrażliwa, ale jeżeli Młody mówi, że na wszelki wypadek nie mówi tego czy śmego, bo wie że tata się będzie czepiał, to chyba coś jest na rzeczy. A SZM oczywiście jest głuchy, ślepy i oczywiście wie lepiej. Nie przemawia do niego żaden argument, bo on swoje wie.

I boleję nad tym bardzo i sama nie wiem czy walczyć jak lwica o małe, czy odpuścić. Czy może ja faktycznie jestem przewrażliwiona...

Szkic sytuacyjny z dzisiaj:
Młody odebrał swoja komórkę, dzwonił jakiś znajomy, którego numeru nie miał zapisanego i który musiał mu się przypomnieć kim jest. Ma dla niego jakąś propozycję biznesu, interesu. Nie wiadomo o co chodzi. Młody umówił się na spotkanie. Chyba, bo już sama nie wiem.
SZM naskoczył na Młodego tak jakby już właśnie zdeklarował się na wspólne nie-wiadomo-co. ...a co się nagadał to jego. I wszystko byłoby OK, bo przesłanie było logiczne i rzeczowe i miał rację, ale sposób przekazu był karygodny. W końcu nie wytrzymałam i powiedziałam, że Młody tylko odebrał telefon, a on tak po nim jeździ jakby już się zdeklarował.
A potem jak Młody wyszedł z pokoju to oczywiście usłyszałam od SZM, że jak zwykle on na mnie nie może liczyć, i że on już więcej więcej się nie odezwie, nie zabierze stanowiska, nie będzie się interesował itp., ale ten tekst już na mnie nie działa, bo SZM zawsze tak gdera. No to się wkurzyłam i powiedziałam: postaw kropkę i się faktycznie już nie odzywaj.

Za każdym razem spalam się wewnętrznie, bo mam najszczerszą ochotę wywalić mu od razu przy Młodym kawę na ławę jak to SZM się beznadziejnie zachowuje i w ogóle że mam wrażenie, że traktuje swojego syna jak zło konieczne i nie wiem czy wynika to z zazdrości (nie wiadomo o co, a może o lepszy start), czy z braku sympatii do niego.
Dusze temat w sobie, a potem odpuszczam, bo wiem, że znowu się pokłócimy. Usłyszę, że jestem nad wyraz mądra, a czasem przemądrzała...
środa, 17 października 2012
Podczas jednej z pracowych rozmów padł temat przedszkoli, adaptacji dzieci, opieki, pierwszego dnia w przedszkolu itp. I pomyślałam o moich dzieciach...
Mała, która karierę przedszkolaka rozpoczęła w wieku 2,5 lat, tak pokochała przedszkole, że nie chciała wracać do domu i prosiła żeby ją odebrać później. Nie uroniła ani pół łzy.
I Młody, który wstąpił do przedszkola jako pięciolatek. Pierwszy dzien bez problemu, za to płacz  był w drugim. I kolejnych też. Potem jeszcze sensacje żołądkowe. I to jak na początku każdego dnia zabierał ze sobą do domu poduszeczkę. Przeżywał to przedszkole bardzo. Bo on nie jest taki przebojowy jak Mała. Dusi w sobie wiele emocji. Taki jest do dzisiaj...
I tak sobie pomyślałam, że porównując moje macierzyństwo w kwestii matkowania Młodemu i matkowania Małej to gdy myślę o matkowaniu Młodemu to czuję coś w charakterze wstydu za siebie, za swoją niedojrzałość, za to jakie błędy popełniałam, jaką matką byłam. Nie potrafię sobie tak od razu przypomnieć momentów radosnych, nie mam w pamięci radosnej buzi mojego syna... Przypominają mi się tylko te, które moim skromnym zdaniem radosne nie były. I z których dumna nie jestem.
Radosne chwile wyciągam z zakamarków pamięci, a tak być chyba nie powinno, bo przecież kochałam i kocham go bardzo mocno. Pamiętam jak bardzo się bałam, że nie będę umiała podzielić mojej miłości matczynej między dwoje dzieci. Pamiętam to bardzo dobrze.
Zastanawiam się czy może to wpływ matencji, która wdrukowała mi do mózgu frazę, że Młody jest przez nas traktowany gorzej, że Małej więcej wolno itp.
...a może bardziej fakt, że ta ciąża nie była planowana, że to taki przyspieszacz terminu ślubu, bo ślub z września trzeba było przenieść na kwiecień :-)


czwartek, 20 września 2012
Wyrzuciłam z siebie cały ten Paryż i teraz już być może uda mi się wrócić do normalnego życia. A trzeba, bo nic nie chce czekać i w kolejce ustawiają się kolejne sprawy. Korzystam z faktu, że mam wolne i nie muszę iść do pracy, aczkolwiek nie wiem czy nie lepiej by było dla mnie zastosować terapię szokową pod tytułem do pracy marsz i koniec. A tak wciąż z tyłu głowy przewijają mi się obrazy z Paryża. Ulice, zabytki, okropne przeciągi w metrze (SZM wrócił przeziębiony), tłok w kafejkach, drożyzna, bo wiadomo, masa rowerów i świadomość, tego, że to jest właśnie Paryż. Nie wiem co takiego w nim jest, ale magia działa :-) Czas wrócić do codzienności. ...a więc Mała i telefon od wychowawcy... ...
czwartek, 24 maja 2012
Wczoraj byłam tak potwornie zmęczona, że szczerze powiem przeczytałam dzisiejszy mój tekst o Małej z zaciekawieniem, bo nie pamiętałam go po prostu. I nim nie zaczęłam klikać wydawało mi się, że tyle rzeczy jeszcze mogę dopisać, o tyle cech uzupełnić, a jak już kliknęłam to wszystko mi umknęło.
Jak to wszystkie mamy mają, tak i ja nieba bym moim dzieciom, w tym przecież i Małej, przychyliła i serce mnie boli kiedy pojawiają się jakieś niesnaski koleżeńskie, na które nie bardzo mam wpływ. I sama nie wiem co robić, jak reagować, co powiedzieć, jakiego rozwiązania szukać. Staram się mówić otwartym tekstem, szczerze przede wszystkim, pokazując jej mój punkt widzenia i za każdym razem zapewniając, że się troszczę, martwię, niepokoję i że kocham oczywiście zawsze i mocno. Nawet się licytowałyśmy dawniej, kto kogo kocha mocniej i do anegdot rodzinnych przeszła riposta Małej, że ona dłużej mnie kocha, bo kochała mnie już jak była w moim brzuchu, a ja o niej jeszcze nie wiedziałam :-)

środa, 23 maja 2012
Gimnazjum, I klasa.
Mała chyba teraz przeżywa trudne chwile, zawirowania młodości, burze hormonalne i takie tam inne...
Nie potrafię tak z marszu, z biegu opisać swojej córki...
Bestyjka moja jest mądra, inteligentna, zorganizowana, zdyscyplinowana, odpowiedzialna, rzetelna, skromna, uczciwa, uczuciowa, samodzielna.
Długo bym tak chyba mogła wyliczać.
Na gruncie szkolnym - bez zastrzeżeń. Dziecko uczy się bardzo dobrze, samo pilnuje swoich lekcji, nie mam więc potrzeby zaglądania jej do zeszytów. Przyznam szczerze, że nigdy nie jestem na bieżąco, bo wiem, że mogę sobie na to pozwolić.
Jest zorganizowana, sama pilnuje swoich sprawi interesów, jakie by one nie były :-) Ona zawsze o wszystkim pamięta i wiem, że wystarczy, że powiem jej o czymś raz, a ona będzie o tym pamiętać i na pewno to zrobi, dotrzyma terminu, itp.
Jak każda nastolatka w swoim pokoju ma wokół siebie trochę bałaganu, ale generalnie wiem, że jest raczej porządnicka.
Jest bardzo wrażliwa, uczuciowa, a oczka ma w tak zwanym mokrym miejscu położone. Potrafi zadbać o bliskich robiąc to szczerze i z potrzeby serca, a nie dlatego, że trzeba, czy też tak wypada.
Zawsze pamięta o swoim starszym bracie. Zawsze przy zakupach gdy kupujemy coś dla niej (chipsy, lizak, jogurt, cokolwiek), ona pyta, a co dla Młodego? albo od razu bierze drugą rzecz mówiąc a to dla Młodego. Ja to nazywam "syndromem drugiego dziecka". Ona po prostu zawsze miała brata. A ten brat niestety był jakiś czas (6,5 roku!) jedynakiem i do dzisiaj nie może się przyzwyczaić do faktu, że ma młodszą siostrę, o której wypadałoby pamiętać.
Jeszcze w przedszkolu przejawiała bardzo silne cechy przywódcze. Rządziła dziećmi, rozstawiała je po kątach.
Małe dziewczynki bawiły się w kucyki Pony. Kucyki w zaprzęgu ciągnęły karetę. Jak myślicie kto nimi powoził?
Trzy dziewczynki na morskiej plaży budują zamek. Mała ustala zasady: Ty będziesz kopać, Ty lekko ubijać, a ja kontroluję.
Niejednokrotnie musiałam interweniować, żeby ją troszkę wyciszyć, wyhamować, i sama nie wiem czy dobrze robiłam, bo czasy takie, że chyba lepiej temu co łokciami umie robić sobie miejsce.




 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6